Wstała o siódmej, właściwie jak zawsze. Zdecydowanie prezentowała typ rannego ptaszka, za to wieczorem o dwudziestej trzeciej była już nieprzytomna. Spała jak zwykle w koszulce treningowej Maksima, którą podarował jej dobrych kilka lat wcześniej, kiedy jeszcze spędzała w towarzystwie jego i Poliny niemal każdą wolną chwilę. Naciągnęła na tyłek spodnie dresowe i poszła do kuchni na poranną kawę. Brakowało jej takiego spokojnego rozpoczęcia dnia, bez pretensji, wyśmiewania czy wreszcie, ostatnio, bicia. To były tylko trzy razy. Ale o trzy razy za dużo.
Kawa stała w tej samej szafce, co zawsze. Dobrze było wiedzieć, że pewne rzeczy, nawet - a może zwłaszcza - takie drobne, pozostają niezmienne. Że pewne miejsca pozostają niezmienne. I wreszcie: pewne osoby również. Owszem, Maksima aktualnie tutaj nie było, ale wiedziała, że nie miałby nic przeciwko temu, żeby się tu zatrzymała. Może nawet ucieszyłby się z tego, że zakończyła tamtą chorą relację. Jej brat zawsze był nieufny. I zazwyczaj nie wychodził na tym źle.
Skoro pozwolił Aleksowi zatrzymać się w swoim mieszkaniu, chyba naprawdę byli dobrymi przyjaciółmi.
Wsypała do kubka kopiatą łyżeczkę kawy i płaską - cukru, zalała wrzątkiem i dolała odrobinę mleka. I wróciła do sypialni po telefon. Owszem, Butko był dla niej znaną osobą, ale tylko i wyłącznie z parkietów siatkarskich. Z gry w reprezentacji i w Lokomotiwie. Chyba przegapiła moment, kiedy przeniósł się do Zenita. Otworzyła Google i po chwili wszystko się wyjaśniło. Pojawił się tutaj rok temu. Czyli dokładnie wtedy, kiedy Anastazja praktycznie wyłączyła się z życia, zupełnie na własne życzenie.
Spojrzała jeszcze na rok urodzenia i... O. No tak. 1986. Był od niej o dziewięć lat starszy. Czyli tak jakby na dwa tygodnie, pod nieobecność tego właściwego, dostała zastępczego starszego brata.
Upiła łyk kawy i właśnie w tym momencie Sasza wszedł do kuchni. Rozespany, rozczochrany jeszcze bardziej niż wczoraj i tylko w krótkich spodniach. Aż się zakrztusiła. Wow. Był naprawdę przyjemnie zbudowany. Nastia poczuła, że się rumieni i nie potrafiła nic na to poradzić. Teoretycznie mając brata sportowca taki widok nie powinien jej peszyć, ale brat a obcy mężczyzna to jednak pewna różnica.
Aleks wyraźnie się zdziwił, natykając się na Anastazję, chyba dopiero po chwili przypomniało mu się, co dziewczyna tu robi. Przejechał dłonią po twarzy i powiedział przepraszającym tonem:
- Wybacz, zapomniałem, że tu jesteś. Ja się może ubiorę, bo to chyba trochę niezręczne... - już miał się odwracać, ale przerwała mu:
- Nie trzeba! To znaczy - dodała, żeby jakoś ratować swoją godność - byłeś tu pierwszy, masz prawo czuć się jak u siebie w domu.
Sasza przyjrzał się jej i po chwili jego usta rozchyliły się w uśmiechu. Miał ładne, równe zęby. Nastia, stop, przykazała samej sobie.
- Okeeej, jesteś pewna?
- Jasne - przytaknęła szybko. Bardzo nie chciała, żeby się ubierał.
- Wiesz, wolałbym, żeby Maksim po powrocie nie stwierdził, że narażałem cię na zgorszenie - roześmiał się.
- Nic mu nie powiemy - puściła mu oko, unosząc do góry lewy kącik ust. Ale po chwili spoważniała. - Dzięki za wczoraj.
- Drobiazg - odpowiedział Aleks, podchodząc do tej samej szafki z kawą, co jeszcze kilkanaście minut temu Nastia.
- Mówię serio, Sasza. Nie musiałeś się mną zajmować, zwłaszcza, że pewnie byłam... zrobiłam pewnie nie najlepsze wrażenie... tak w całokształcie.
- Fakt, pewnie miewałaś lepsze momenty w życiu - powiedział poważnie. - Ale każdy czasem musi sobie popłakać, nie?
- Dzięki - mruknęła niewyraźnie, wpatrując się w swój kubek. - Za to, że nie pytasz i... - odchrząknęła, czując, że łzy znów zbierają się jej w gardle.
- Wiesz, jakoś tak miałem wrażenie, że niekoniecznie masz ochotę na zwierzenia.
- Właśnie. Jak na to wpadłeś? - Anastazja odważyła się podnieść wzrok i spróbowała lekko się uśmiechnąć.
- Maksowi też wolę schodzić z drogi, kiedy spływa mu tusz do rzęs. To u was chyba rodzinne.
Nastia roześmiała się wreszcie.
- Nie wiesz czy mam tak samo. Nie znasz mnie.
- Zgadza się - przytaknął, siadając przy stole naprzeciw dziewczyny. - Ale poznam. I myślę, że się polubimy.
Już go lubiła. Od wczoraj. Od samego początku.
- Tak myślisz?
- Tak. Jak twoja warga?
- Lepiej. Dzięki tobie. Dziękuję.
- Przestań mi cały czas dziękować - Sasza spojrzał na nią poważnie. - Nic takiego nie zrobiłem.
- Okej - zgodziła się. - W takim razie idę po bułki na śniadanie. Wreszcie to ty będziesz musiał za coś podziękować mnie.
*
Jak miałby jej nie pomóc? Doskonale widział, że jest w rozsypce, choć próbowała udawać twardą. Była siostrą Maksima, który był jednym z jego najlepszych kumpli i na którego zawsze mógł liczyć. Traktował to niemal jak swego rodzaju obowiązek. Dziś Nastia chyba czuła się już lepiej. W sensie psychicznym, oczywiście. Rozcięta warga i kilka siniaków pewnie nie stanowiłyby większego problemu, gdyby nie była rozdygotana i załamana. A dokładnie tak wyglądała, kiedy wczoraj otworzył jej drzwi.
Dziś była... nieco podniesiona na duchu? Nie wiedział jak to ująć, ale wydawała się odrobinę lepiej nastawiona do życia. Gorzej pewnie się już nie dało. Zauważył też, że zrobił na niej spore wrażenie. Zapomniał, autentycznie zapomniał, że nie jest w mieszkaniu sam. Ubrałby się jak człowiek, uczesał... Z drugiej strony musiał przyznać sam przed sobą, że podbudowało to jego samoocenę. Ileż ona mogła mieć lat? Dwadzieścia? Dwadzieścia dwa? Pewnie nie więcej. Jakoś do tej pory nie zdarzało mu się chyba, żeby młode, ładne dziewczyny rumieniły się na jego widok. Z drugiej strony raczej nie paradował wcześniej półnagi przed żadną z nich.
Nie przepadał za siłownią, ale kochał grać w siatkówkę. A przewalanie żelastwa było niestety wpisane w profesjonalny sport na najwyższym poziomie. I tyle. Cała tajemnica. Miło było przekonać się, że efekty tego były widoczne nie tylko na parkiecie.
Pierwsze trzy dni pobytu Nastii w mieszkaniu obfitowały w drobne niezręczności, co chyba zupełnie naturalne w sytuacji, kiedy dwoje obcych ludzi przebywa niemal cały czas w jednym miejscu. W miarę możliwości starali się sobie nie przeszkadzać, jednak w pewnym momencie Aleks zauważył ze zdziwieniem, że nie tylko nie ma nic przeciwko, ale wręcz lubi przebywać z Nastią w jednym pokoju. Siedzieć w fotelu, czytać albo surfować po internecie i co jakiś czas z zadowoleniem odnotowywać, że dziewczyna jest spokojna, zadomowiona i niemal pochłania jakąś książkę, znalezioną w biblioteczce Maksima.
Następnego dnia po pojawieniu się Nastii, Aleks zadzwonił do Michajłowa i o wszystkim mu opowiedział - choć w zasadzie sam nie wiedział za wiele. W głosie Maksima słyszał jednocześnie zaniepokojenie i westchnienia ulgi. Co prawda nie wchodził w szczegóły, ale uspokoił Aleksa, że pojawienie się Nastii było zdecydowanie dobrym znakiem. Nie obyło się bez próśb o pilnowanie siostry, żeby coś jadła, żeby raczej nie wychodziła sama z domu, ale też żeby nie ryczała całymi dniami w poduszkę. Z jednej strony Aleks rozumiał troskę Maksima, z drugiej - nie miał pojęcia jak niby miałby dawać dorosłej, obcej dziewczynie zakazy w stylu nie wolno ci wracać do domu po dwudziestej drugiej. Na szczęście nie było to potrzebne. Nastia ani się nie głodziła, ani nie płakała, a przynajmniej nic takiego nie zauważył. Natomiast co do wychodzenia z domu - niemal zupełnie tego unikała. Wstawała przed nim i szła do piekarni po pieczywo na śniadanie. Poza tym siedziała całymi dniami w kuchni albo w salonie. Może to i lepiej, bo mieli tylko jedną parę kluczy.
Zerknął na Nastię. Wyglądała tak uroczo, kiedy czytała, zawinięta w koc i podjadająca czekoladę. Włosy zawinęła w jakiś niedbały supeł z tyłu głowy, który wyglądał po prostu na tragiczny kołtun i zupełnie nie przejmowała się tym, że w skarpetce zrobiła się jej dziura, przez którą wystawał duży palec. Nie, nie wyglądała na zrozpaczoną. Wyglądała na małą dziewczynkę, dla której chwilowo nie istnieje nic poza czytaną właśnie książką.
Nastia podniosła na chwilę głowę i ich spojrzenia spotkały się.
- Co jest? - zapytała powoli, przeciągając samogłoski.
- Nic - odpowiedział. - Zastanawiałem się po prostu, jak długo będziesz musiała rozczesywać te włosy.
Anastazja przejechała dłonią po głowie i roześmiała się lekko.
- Najwyżej je zetnę. Tak jak ty. Dlaczego zmieniłeś fryzurę?
Rzeczywiście, Aleks nie nosił już na głowie szopy z rozwianych włosów, ale samurajski koczek. Fryzurę na trepanację czaszki jak twierdzili niektórzy.
- Dlaczego? Przez siwe włosy - zaśmiał się. - Nie no, jakoś tak wyszło, grałem wtedy jeszcze w Nowosybirsku. Spodobało mi się i tak zostawiłem. A co - źle?
Pokręciła głową, kryjąc uśmiech.
- Dobrze. Bardzo dobrze. Z damskiego punktu widzenia mogę ci jeszcze doradzić zawsze taki trzydniowy zarost.
- Okej, zapamiętam. W takim razie ja z męskiego punktu widzenia doradzę ci, żebyś jednak rozczesała te włosy. Ładne są. Szkoda by było je obcinać.
Zarumieniła się.
- Dobrze. Ale później. Na razie idę zrobić herbatę - wplątała się z koca. - Chcesz też?
- Chcę. A pamiętasz jaką?
- Pamiętam. Gorąca, mocna i bez cukru.
Zgadzało się. Aleks uśmiechnął się bezwiednie. W ciągu kilku dni zdążyli dokładnie omówić swoje upodobania żywieniowe, a w efekcie i tak jedli w kółko jajecznicę, spaghetti i fasolkę z puszki. I inne tego typu specjały. Miał jeszcze dwa dni urlopu, mógł sobie trochę odpuścić zdrowe żywienie. Zwłaszcza, że ani jemu, ani Anastazji nie chciało się spędzać pół dnia w kuchni.
Po chwili dziewczyna wróciła do salonu i postawiła na ławie dwa kubki. Znów rozsiadła się na kanapie.
- Sasza?
- No?
- Ty mi chyba na początku mówiłeś, jak nazywa cię Alekno, ale ja zupełnie zapomniałam. Jak to było?
Aleks usiadł obok niej i wziął do ręki swój kubek.
- Buba. No wiesz, coś jak Huba Buba. Tylko bez Huba.
Anastazja uśmiechnęła się.
- Wiesz, co jest ciekawe? - powiedziała w końcu, kręcąc głową - że jakoś to do ciebie pasuje.
- Hmm... - Aleks upił łyk herbaty. - Nie wiem czy jest się z czego cieszyć.
- Ja też nie wiem - Nastia usiadła po turecku, przodem do niego i dokładnie mu się przyjrzała. - Ale pasuje.
- Okej. Niech ci będzie.
- Buba? - zapytała na próbę.
- Hmm...?
- Opowiedz mi coś o sobie.
Aleks odchrząknął i skupił wzrok na swoim kubku.
- Urodziłem się w Grodnie - zaczął. - Na poważnie gram w siatkówkę od piętnastego roku życia. Najpierw na Białorusi, potem w Rosji - recytował jak wyuczoną lekcję. - Najdłużej grałem w Lokomo...
- Sasza - przerwała mu Anastazja. - To nie jest wywiad, nie musisz mi streszczać swojej kariery siatkarskiej. Chciałabym wiedzieć, jaki jesteś... prywatnie.
- Prywatnie? - uśmiechnął się. - No... taki jak widać. Wiesz, ja chyba nie lubię o sobie opowiadać.
- Szkoda. Bardzo szkoda.
- Czy ja wiem? O czym tu opowiadać? Że jak trzeba, to zostanę dłużej na treningu? Że nie lubię przegrywać? Że...
- Sasza, znowu to robisz - weszła mu w słowo Nastia. - Znów wszystko sprowadzasz do siatkówki.
- No tak - przyznał. - Pewnie dlatego, że siatkówka to niemal całe moje życie.
Tak rzeczywiście było. Nie wyobrażał sobie, że mógłby funkcjonować inaczej - bez treningów, bez meczów, bez zwycięstw... Nie chciał nawet myśleć o tym, co ze sobą zrobi, kiedy skończy karierę. Nie miał nic poza siatkówką.
__________
Czytajcie, komentujcie, dajcie mi trochę radości przed sesją ;)