01 stycznia 2021

Rozdział 1

Zwyczajnie usnął na kanapie i obudził go dzwonek do drzwi. A właściwie cała seria dzwonków. Był zirytowany, bo nigdy takie coś mu się nie zdarzało. A tu proszę - spał przed telewizorem jak klasyczny dziadek. Którym bynajmniej się nie czuł. 
Poczłapał korytarzem na bosaka, poprawiając po drodze podkoszulek, który podwinął się, ukazując kawałek jego brzucha. O, proszę, żaden dziadek na pewno nie miał kaloryfera. Najwyżej bojler. Ziewnął i otworzył drzwi. Stała przed nim dziewczyna, około dwudziestoletnia, w absolutnie opłakanym stanie. Dosłownie i w przenośni. Po jej twarzy spływał czarnymi strugami prawdopodobnie tusz do rzęs, aczkolwiek marne pojęcie o damskich kosmetykach nie pozwalało Aleksowi stwierdzić tego z pewnością. Mokre włosy i sukienka kleiły się do ciała dziewczyny, a na wardze zakrzepła krew. Aha, na ramieniu trzymała sporą torbę. 
- Dzień dobry - powiedział, jak gdyby nigdy nic. 
Dziewczyna mrugnęła dwa razy i zmarszczyła czoło. 
- Eee... a gdzie jest Maksim? 
Nie było to bezsensowne pytanie, zważając na to, w czyim mieszkaniu Aleks właśnie przebywał. 
- Wyjechał na wakacje. Wróci dopiero za dwa tygodnie. 
- O matko - dziewczyna westchnęła głośno, po czym jakby się zreflektowała. - A pan co tu robi? 
- Aktualnie mieszkam - wyjaśnił, opierając się o framugę drzwi. - W moim mieszkaniu jest remont i Maksim zaproponował, żebym się tu zatrzymał. Ja przepraszam... ale pani jest... kim? 
- Siostrą Maksa. Mam mały problem mieszkaniowy i myślałam, że... No ale w tej sytuacji... - poprawiła torbę na ramieniu i już odwracała się w stronę schodów, kiedy Butko odruchowo złapał ją za ramię. I tak samo szybko puścił. 
- Poczekaj, na pewno da się to wszystko jakoś rozwiązać. Wejdź... to znaczy proszę wejść - wykonał jakiś nieokreślony ruch ręką, zapraszając ją do środka. 
- Dziękuję - uśmiechnęła się dziewczyna, kiedy przejął od niej torbę. - I proszę mi mówić po imieniu... jeśli to nie problem - dodała, siadając na kanapie w salonie. 
- Okej - Aleks podrapał się po głowie zdezorientowany. - Ale nie powiedziałaś mi jak masz na imię. 
- Nie? - zdziwiła się. - Aha, rzeczywiście nie. Czekaj, zacznijmy jeszcze raz - wstała z kanapy. - Anastazja Michajłowa - przedstawiła się, wyciągając do niego rękę. - Znajomi mówią na mnie Ana albo Nastia. 
- Aleksander Butko - uścisnął jej dłoń. 
- Wiem - uśmiechnęła się blado. - Sasza? 
- Sasza - przytaknął, choć chyba nikt nie zwracał się tak do niego od czasów podstawówki. - Ewentualnie Aleks. I jest jeszcze jedna wersja - dodał po chwili. - Znajomi z siatkówki mówią na mnie Buba
- Buba? - przyjrzała mu się dziewczyna. - Może być - oceniła. 
Aleks nieco się zdziwił. Zazwyczaj ludzie na to określenie reagowali po prostu śmiechem. Sam nie wiedział, dlaczego Alekno tak go nazywał, ale przyjęło się, więc nie protestował. Z trenerem się nie dyskutuje. Zwłaszcza z takim trenerem
Nastia usiadła z powrotem na kanapie, drżąc lekko. Miała na sobie tylko cienką sukienkę, co chyba nie było najlepszym wyborem na ten chłodny, deszczowy dzień. Nie jego interes. Nie znał jej, nawet nie wiedział, że Maksim ma jakąś siostrę. 
- Zrobię ci herbaty - zaproponował, podając jej koc. - Chyba całkiem przemokłaś. 
- Dziękuję. 
Wydawała się zmęczona i bardzo zrezygnowana. Nie mógł nie zaprosić jej do środka, choć zdawał sobie sprawę, że za chwilę sytuacja zrobi się prawdopodobnie okropnie niezręczna. Nie miał się gdzie wynieść, mimo że - jako siostrze Maksima - to mieszkanie należało się raczej Nastii. 
Stojąc przy kuchennym stole uświadomił sobie, jaki burdel zdążył tu zrobić przez niespełna trzy dni. Pod butami aż skrzypiało od niepozamiatanych okruchów, brudne skarpetki rzucił gdzieś koło pralki, a pudełka po gotowym żarciu walały się po całej kuchni. Potrafił ugotować jakieś podstawowe potrawy, ale zwyczajnie mu się nie chciało, zwłaszcza, że był tu przecież na chwilę. Zresztą co to za interes gotować dla jednej osoby. 
Czajnik wyłączył się. Aleks zalał wodą torebkę herbaty i po namyśle sięgnął po cukiernicę. Nie każdy, tak jak on, musiał przecież lubić gorzką herbatę. 


Ustalili, że Anastazja będzie spać w sypialni Maksima i Poliny, a Aleks na kanapie w salonie. Mieli starać się nie wchodzić sobie w drogę, choć Butko wznawiał treningi z Zenitem dopiero w przyszłym tygodniu, więc na razie było spore prawdopodobieństwo, że oboje będą spędzać dużo czasu w mieszkaniu. Zaproponował nawet, że po prostu wyniesie się do hotelu, ale Anastazja uznała, że skoro jej brat pozwolił mu się tutaj zatrzymać, to prawdopodobnie musi mu ufać, więc i ona jakoś zniesie jego obecność. Tydzień czy dwa to ostatecznie nie cała wieczność. Głośno jedynie uprzejmie zaprotestowała wobec takiego rozwiązania. 
- Potem Maksim wróci do domu, a u mnie skończy się remont. Jakoś damy radę - uśmiechnął się Aleks. 
Kiwnęła głową i zbliżyła kubek z herbatą do ust. I momentalnie syknęła. Ajjj... Ilia przecież rozciął jej wargę. 
- To cię pewnie boli. Poczekaj, poszukam jakiegoś lodu - Sasza zniknął w drzwiach kuchni i po chwili wrócił z wodą utlenioną, wacikiem i... mrożonką. - Nic innego nie znalazłem - tłumaczył się. - Najpierw trzeba to chyba odkazić, a potem przyłożymy te truskawki - uśmiechnął się. 
Chciała podziękować, powiedzieć, że już sobie sama poradzi, ale Aleks najwyraźniej zauważył jej drżące ręce - drżały zresztą już wcześniej, była w szoku, że nie wylała na siebie herbaty - i stwierdził tylko: 
- Ja już to zrobię. 
Przykucnął przed nią i delikatnie przyłożył nasączony wodą utlenioną wacik do jej ust. 
- Piecze, wiem. Wytrzymaj jeszcze chwilę. 
Jednak drżący podbródek i zaszklone oczy Nastii nie były spowodowane bólem. Za nic by się do tego nie przyznała, ale rozczuliło ją to, że ktoś się o nią troszczył. Ktoś zupełnie obcy. Ktoś, kto mógł mieć w dupie jej rozciętą wargę, jej drżące dłonie i w ogóle całą jej egzystencję. A jednak kucał właśnie przed nią, opatrywał ranę i spokojnie tłumaczył, jak małemu dziecku: 
- A teraz przyłożymy mrożonkę, może opuchlizna trochę zejdzie i nie będzie cię tak bolało. Herbata musi trochę poczekać. Pewnie wystygnie, ale najwyżej zrobię nową - otulił ją kocem i usiadł w fotelu, sięgając po książkę. 
Przez kilka minut trwali w zupełnej ciszy, Anastazja słyszała tylko zegar w kształcie sowy, wiszący nad barkiem i odmierzający kolejne sekundy, i próbowała się uspokoić. Tak naprawdę w momencie, gdy przyciskała dzwonek do drzwi, była bardziej opanowana niż teraz, ale wiedziała, że w końcu będzie to musiało nastąpić. Liczyła się z tym, że w każdej chwili mogła wybuchnąć płaczem. 
W pewnym momencie Aleks podniósł głowę i powiedział z namysłem: 
- Jeśli chciałabyś zostać sama, mogę wyjść. Albo ty możesz pójść do sypialni. Jak wolisz. 
- Nie, nie trzeba. 
Za długo była sama. Za długo odtrącała wszystkich, poza Ilią. Który odtrącał ją. Błędne koło. Odłożyła na chwilę mrożonkę i dotknęła kciukiem dolnej wargi. Lepiej. Naprawdę lepiej. 
- Sasza? 
- Tak?
- Dziękuję. 
A on tylko się uśmiechnął. 
__________

Rozdział pierwszy przed Wami. Wciąż jakoś dziwnie czuję się ze świadomością, że pokazuję to światu. Dziękuję za komentarze - tutaj i nie tylko - odnośnie prologu. I oczywiście proszę o więcej. 
Szczęśliwego nowego roku Wam życzę. Każdemu według jego własnej definicji szczęścia.

6 komentarzy:

  1. dotarłam! Zdecydowanie za krótki ten rozdział. Nie czuj się dziwnie, że nam to pokazujesz, bo nie ma wstydu.
    Odnoszę wrażenie, że Anastazja nie do końca wie czego chce. Niby szuka pomocy, czy powiernika jej tajemnic, ale jednak nie mówi o niczym. I trochę dziwi mnie to, że Butko z czystej ciekawości nie zapytał co się stało. Chyba każdy w podobnej sytuacji nie ugryzłby się w język.
    No ale dobra, jestem bardzo ciekawa ich relacji, bo już teraz widzę, że zaczynają nadawać na tych samych falach.
    Czekam na więcej. Pozdrawiam i życzę Szczęśliwego Nowego Roku.
    Ola :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Zgadzam się ze zdaniem przedmówczyni, że jest za krótko troszkę ;) Ale tak to bywa z dobrym pisaniem, że jest zbyt krótkie. Gratuluję ci podjęcia się odważnego tematu, bo tak po chwili zastanowienia to w sumie pisanie o tak skomplikowanych relacjach i robienie tego dobrze jest cholernie trudne. Życzę ogromnie dużo wena :) I dużo zdrowia w nowym roku :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja Ci coś powiem tak na początek - przede wszystkim mega się cieszę, że postanowiłaś to opublikować, bo właśnie w takich historiach, długo chowanych skrzętnie przed światem, często autor najgłębiej przemyca siebie, a to jest dar jakich malutko i zawsze uwielbiam wyłapywać takie własne, osobiste wtręty. To miałam właśnie przy Twoich ciołkach, a lata temu przy men-of-her-life, więc jakoś instynktownie myślę, że kolejna Twoja poważna historia mi to da. I czekam bardzo, bardzo niecierpliwie, zupełnie jak nasza Aika na okazję do zwyzywania Murańki :P
    Typowy facet albo jak kto woli typowy człowiek sukcesu. Drzemanie jak stary dziadek, to idealny przykład takiego uroczego banaliku, który przecież jest zupełnie nieszkodliwy, a jednak tak uparcie go wypieramy, bo jesteśmy niby mocni, silni i tak dalej. No. A bojler fajna sprawa i z kaloryferem na brzuchu wcale się nie wyklucza. Wręcz tworzy fajny ciepły klimacik. Jeszcze jakiś piecyk, termofor do kompletu, kominek... Ale może nie zacznę tu o ładnych chłopcach palących w kominku, nie? Bo zaraz będzie, że sprowadzę ten komentarz do różnych tematów okołoestetycznych nie bardzo mających związek z treścią. Więc na powrót do rzeczy.
    Może trochę maczo, ale chętny do pomocy i nieszczególnie nieufny. Jakby nie było staje mu w progu obca dziewczyna, w dość szemranych okolicznościach, a on nie sprawdza nawet czy to oby na stówkę siostra kumpla, tylko ze spokojem wpuszcza ją do środka. I takie małe gesty w dzisiejszych czasach są mega krzepiące - najpierw drugi człowiek i chęć pomocy, potem cała reszta, obawy czy tam generalnie pojęte zło tego świata. W ogóle ta jego nieporadność tu, była dość urocza. To jak ją chwycił i zaraz puścił. To jak wyskoczył z formą pani. Aż popatrzyłam sobie na daty, bo pomyślałam, że może jest od niej sporo młodszy, albo ona wygląda na starszą pod tym rozwalonym makijażem, ale sam ją ocenia na dwudziestkę, więc ani jedno ani drugie. Albo naprawdę jest nieporadny typ kluchy (oh ten termin :P), albo wyczuł iż ma do czynienia z ofiarą przemocy. Ale o tym ostatnim może za chwile. W każdym razie jeszcze słówko o tych jego problemach mieszkaniowych. Coś mi się wydaje, że to ma jakieś drugie dno, a nie tylko fakt remontu kuchni czy innej łazienki. Takie akcentowanie tego 'należało' i 'na chwilę'. Jakby coś się tu kryło. Rozpad związku? Albo kryzys w związku i takie popularne 'zróbmy sobie przerwę'? A może chęć opuszczenia miejsca pełnego trudnych wspomnień? W sumie ciekawe czy mam rację i on też ma za sobą jakieś demony przeszłości, czy jednak to taka radosna kulka szczęścia, która za wszelką cenę postanowi rozświetlić mroczną codzienność głównej bohaterki. Uczuciem. Albo przyjaźnią, bo przecież wbrew założeniom nie każda historia musi być o miłości, co nie?
    Opieka nad ofiarą przemocy. W sumie w drugiej scenie tak mocno poczułam, że on jednak chyba się domyślił, że Nastia nie rozcięła sobie wargi wywalając się na lodzie, czy spadając z innej wanny. I... To musi być przerażająco trudne. Bo tak naprawdę - przecież nie jesteśmy specjalistami od psychologii. Za cholerę nie wiadomo jak takiej osobie pomóc. Czy na dystans, czy wręcz przeciwnie - mocno tuląc. W każdym razie... Nastia wyraźnie przede wszystkim straciła poczucie własnej wartości. Ona nie boi się Saszy. Ani nie wstydzi swojego stanu, ani nie chce się desperacko ukryć. Ją po prostu rozczula, że ktoś jest. Że patrzy na nią jak na żywą osobę, która czuje, myśli, ma banalne podstawowe potrzeby... Zastanawia mnie w sumie czy ten psychol damski bokser, był aż takim potworem, że zniszczył całą jej osobowość w jeden rok, czy też już wcześniej miała problem z poczuciem własnej wartości, co by w sumie tłumaczyło, iż dała się złapać w jego sidła. Psychole niestety lubią wrażliwe istoty.

    Najszczęśliwszego nowego roku Asik. I pisz nam dalej tak pięknie, bo utrzymanie blogosfery przy życiu naprawdę jest na Twoich barkach. I radzisz sobie z tą misją wybitnie <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Po pierwsze, to zawsze mnie cieszy czytanie Ciebie w czymś niemańkowym, i absolutnie nie, żeby Mańka była jakaś do niczego – wiesz dobrze, że ją uwielbiam. A żeby nie było wątpliwości, to podczytywałam Cię w innych tekstach, ale niekoniecznie komentowałam, bo w komentowaniu to jestem, jakby to ująć, nie za dobra. Ale sobie pomyślałam, że choć Butkę znam tylko z boisk międzynarodowych, to sobie poczytam, kto biednemu zabroni żyć bogato. I muszę powiedzieć, że już mi się podoba. Bo w ogóle bohaterowie nie są sobą zauroczeni od pierwszego wejrzenia, nie ma jakichś Chico-romantico sytuacji. Jest dziewczyna po przejściach i koleś, który średnio ogarnia, co ze sobą zrobić, bo tak trochę siedzi na nie swojej chacie. Ale dłużej, przydałoby się dłużej! Chociaż podoba mi się niezależnie od długości i jestem ciekawa, co wydarzy się dalej. I czy brat obije kumplowi mordę, jak już w końcu dziać się zacznie.
    I jako przewidziałam powyżej, mój komentarz ma poziom poniżej wszelkich oczekiwań. XD Ale mam nadzieję, że nawet taki sprawił Ci radość. Dorzucam sobie „Constellations” do mojego paska zakładek.
    Przesyłam moc miłości, zdrowia i czego tam sobie chcesz!

    OdpowiedzUsuń
  5. Ponieważ moje komentowanie Manieczki po nocy już powoli wraca do bycia tradycją, postanowiłam zacząć tutaj, póki mój mózg ma jeszcze jakiekolwiek szanse stworzyć coś mądrego.

    Przeczytałam sobie raz jeszcze ten rozdział - zgadzam się z przedmówczyniami, że króciutki, ale jak będziesz dodawać w miarę regularnie, to może takie króciutkie rozdziały się łatwiej komentuje, ale mówię to tylko z zastrzeżeniem regularnego czyli dość częstego dodawania - i normalnie miałam łzy w oczach przy tej drugiej części.
    Niby zachowanie Aleksa było zupełnie zwyczajne. Wydawać by się mogło, że większość ludzi zrobiłaby to co on - pominę kwestię wypytania się jej, co się stało, że jest w takim stanie, bo o tym za chwilę - nie tylko na widok kobiety, ale po prostu drugiego człowieka. Tylko że w obecnych czasach wcale nie jest to aż tak oczywiste, a wręcz zaczyna uchodzić za bycie gentelmanem czy dobrą samarytanką, a nie po prostu ludzki odruch. Dlatego nawet mnie - która myślę że na jego miejscu postąpiłabym dokładnie tak samo - to w pewien sposób chwyciło to za serce. Bo pojawiła się ta myśl - ale on miły.
    Najbardziej rozdzierające serducho było jednak to, jak ona zareagowała na taką odrobinę bycia miłym i okazania troski o nią. To naprawdę pokazuje ogrom zniszczenia, które dokonało się w niej poprzez ten toksyczny związek. Jak to całkowicie rozwaliło w niej poczucie, że ktoś może się o nią troszczyć... Kurczę, wręcz w to, że ktoś po prostu może być miły. Tak, zachowanie Butki (Butko... Buby :P) w tej drugiej części było po prostu zwykłym, acz bardzo miłym zachowaniem porządnego człowieka. Także to właśnie pokazuje, do czego może doprowadzić życie z toksycznym człowiekiem. Odsunięcie się od tych dobrych i miłych przykładów relacji międzyludzkich, a zatracenie się w złych.
    Ale jak już pisałam przy prologu, najważniejsze, że Anastazja zrobiła ten pierwszy krok, że zdała sobie sprawę, że tkwiła w czymś złym i postanowiła się z tego wyrwać.
    A że przy okazji zaskutkuje to 2tygodniami życia pod jednym dachem z panem Butko, to tylko taki miły dodatek :P
    No i co, no i mamy jeszcze pierwszą część. Początek i odniesienie do dziadka, a później, że dziadki nie mają kaloryfera tylko bojler mnie rozwaliło :P Chciałabym powiedzieć, jako taka sama babcia jak on, że doskonale go rozumiem, ale ja nawet kaloryfera nie mam :P W każdym razie rodzi sie pytanie: czy to bardziej taki wstęp, czy próba pokazania nam, ze i on zmaga sie z jakąś przeszłością. Bo przecież ludzie mają remonty, nie ma w tym totalnie nic dziwnego. A jednak w opowiadaniach człowiek od razu doszukuje się drugiego dna i myśli sobie: może ten remont wiąże się z jakimś bolesnym rozstaniem? Bo przecież ludzie nie chcą mieszkać w miejscu, które im się źle kojarzy, wolą coś odnowić, zmienić. No i jest jeszcze wzmianka o gotowaniu dla jednej osoby. Czy to zupełnie zwykła myśl dla usprawiedliwienia bałaganu, czy raczej wspomnienie, że dla dwóch osób to jednak fajnie się gotowało.
    Nie lubię się tak doszukiwać drugiego dna, a jednak jak mamy jednego bohatera z bagażem doświadczeń, to automatycznie szuka się tego bagażu u drugiego. W sumie to wszyscy ludzie (szczególnie takie dziadki z kaloryferem) mają jakiś bagaż, tylko jeszcze nie dostaliśmy go wprost.
    No i co? No i mamy wizję dwóch tygodni wspólnego mieszkania. Dziewczyny, zniszczonej przez toksyczny związek i dziadka z kaloryferem, który ma jak najbardziej ludzkie i miłe odruchy. A jednak jej nie zapytał: co się stało? I w sumie nie wiem, jak to ocenić. Nie oszukujmy się, musiał widzieć, że to nie wywrotka na ulicy, wejście na słup czy coś takiego. Że to znacznie bardziej delikatny i intymny temat, o którym dziewczyna może nie chcieć rozmawiać z ledwo poznanym facetem. Także mu się chyba nie dziwię. Z drugiej strony czy choc przez chwilę nie przebiegło mu przez myśl, że mogła zostać napadnięta, skrzywdzona i że to sprawa mniej intymna a bardziej kryminalna? Zupełnie nie wiem, jak zachowałabym się na jego miejscu. Dlatego nie chcę oceniać, czy powinien zapytać czy nie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dobrze, chyba pozostaje mi powiedzieć, że wciągnęłam się i ciekawi mnie jeszcze, czy Ilia wmiesza się w to wszystko, czy jednak te dwa tygodnie będą należały tylko do tej naszej dwójki bohaterów, a pan damski bokser zostanie jedynie złym wspomnieniem. Plus co na to wszystko brat Anastazji, wszak nie da się ukryć, że Butko jest znacznie starszy od dziewczyny a to nie wszystkim sie musi podobać. W sensie na razie nie ma nawet zaczątka myśli o czymś między dwójką bohaterów, ale już sam fakt mieszkania razem mógłby się niektórym nie spodobać z racji na to, że ona jest tak młodą dziewczyną, a on takim starym dziadem :P

      Czekam na więcej, bo pamiętaj - godzę się na krótkie rozdziały tylko jak będą często :P

      Usuń