Dwa dni po wizycie w mieszkaniu Ilii Aleks wznowił treningi z klubem. Wszyscy zawodnicy, którzy grali w sezonie reprezentacyjnym, mieli tego dnia dołączyć do drużyny. Wszyscy, poza Michajłowem. Dostał jeszcze tydzień na odpoczynek, co tylko podkreślało fakt, jak bardzo był ważnym i jak bardzo eksploatowanym graczem. I całe szczęście, bo remont w mieszkaniu Aleksa miał potrwać jeszcze kilka dni, a naprawdę nie chciałby się przenosić do hotelu albo, co gorsza, spać na składanym łóżku ustawionym na podłodze pokrytej gazetami, pomiędzy wiadrami z farbą i owiniętymi folią meblami.
A poza tym mógł spędzić jeszcze jakiś czas z Nastią. Co prawda wydawało się, że postanowiła oddzielić przeszłość naprawdę grubą kreską, ale sam dobrze wiedział, że to nie do końca tak działa. I że rozstanie może się za człowiekiem ciągnąć bardzo długo. Dlatego dobrze, żeby ktoś przy niej był. Żeby wysłuchał, wypił z nią herbatę, a może pogłaskał po policzku. Żeby czuła się bezpieczna.
A przynajmniej tak to sobie tłumaczył.
Pierwszy dzień w zasadzie nie miał nic wspólnego z treningiem, musieli tylko zrobić badania i przy okazji nagrać kilka materiałów dla klubowej telewizji. Później większość graczy wybierała się razem na pizzę, ale Aleks odmówił. Powiedział, że ma coś jeszcze do załatwienia. Nie mógł przecież głośno oznajmić, że spieszy się do Nastii. Bo to było absolutnie niedorzeczne. Znali się od tygodnia. I tyle. Poza tym była od niego dużo młodsza. I była siostrą Maksima. Nie miał prawa myśleć o niej w jakichkolwiek innych kategoriach.
I właśnie dlatego pędził teraz do domu jak na złamanie karku, łamiąc po drodze wszystkie możliwe przepisy.
Do domu. Ha. Spore nadużycie. Do mieszkania. Na dodatek nie swojego. Zdjął nogę z gazu i westchnął głośno. Trzeba było iść na tę pizzę z chłopakami.
Zaparkował pod blokiem, wbiegł po schodach na drugie piętro i otworzył drzwi do mieszkania. Anastazja stała przed lustrem na środku przedpokoju i czesała swoje długie rude włosy. Odwróciła się i uśmiechnęła do niego szeroko.
- Już jesteś! - brzmiało to, jakby naprawdę się z tego cieszyła.
- Tak - ściągnął kurtkę i powiesił na wieszaku, powstrzymując się od szczerzenia się od ucha do ucha. - Mieliśmy tylko badania, szybko poszło.
Nie miał najmniejszego zamiaru informować jej o tym, że zrezygnował z popołudnia z kumplami na rzecz popołudnia z nią. Do niczego jej ta wiedza nie była potrzebna.
- Może byśmy coś zjedli w takim razie?
- Okej. Wychodzimy gdzieś, otwieramy żarcie z puszki czy zamawiamy coś z dowozem?
- Buba - uśmiechnęła się uroczo, pochylając głowę w lewo. - Nie zadawaj głupich pytań, tylko dzwoń po pizzę.
Roześmiał się wreszcie. Czuł się jak w domu. Czuł się szczęśliwy.
*
W poniedziałek wydawało jej się, że Aleksa nie było w domu bardzo długo, ale przekonała się, jak bardzo się myliła, kiedy przez następne trzy dni miał treningi i rano, i po południu. Owszem, w międzyczasie wracał na chwilę, ale zjadał coś, później odpoczywał, pił kawę i jechał z powrotem.
Łapała się na tym, że okropnie za nim tęskni.
A przez to tym bardziej doceniała wieczory, które spędzali razem. Rozmawiali o książkach, sporcie, muzyce i tysiącu innych oczywistych tematów, ale dla niej to były najbardziej fascynujące dyskusje na świecie. I miała dziwne, niejasne wrażenie, że Sasza mógłby powiedzieć to samo. Nie wiedziała jak, dlaczego, ale po prostu to czuła. Zresztą nie musieli cały czas mówić. Czasem coś czytali albo oglądali jakiś mecz. Albo coś jedli i po prostu śmiali się nie do końca wiadomo z czego. Czuła się przy nim wspaniale. I nie, nie tylko przez kontrast w stosunku do Ilii, który był zwykłym prostakiem, niestety dosyć przystojnym i pewnym siebie, co na dłuższy czas zamydliło jej oczy, ale z jakichś niewytłumaczalnych powodów miała wrażenie, że znają się z Aleksem sto lat. Jasne, głupie. Ale tak właśnie czuła.
Siedzieli na kanapie, oglądając jakiś film. A właściwie oglądał tylko Sasza, bo myśli Nastii uciekały zupełnie gdzie indziej.
Chciała się do niego przytulić. To byłoby oczywiście zupełnie niewłaściwe i niepoważne, ale ledwo się przed tym powstrzymywała.
- Buba?
- Hmm...? - mruknął, nie odrywając wzroku od telewizora.
- Ten film jest bardzo ważny?
- Nie - od razu spojrzał na nią. - Mogę go nagrać i obejrzeć kiedy indziej. A co, chciałaś oglądać coś innego?
- Nie. Chciałam porozmawiać.
- Okej - powciskał jakieś magiczne guziczki na pilocie, wyłączył telewizor i odwrócił się w jej stronę. - Co się dzieje?
- Zastanawiałam się... - spuściła wzrok. - Nie bądź na mnie zły. Jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj...
- Taaak? - uśmiechnął się Aleks.
- No dobrze. Dlaczego... jesteś sam? - poczuła, jak na twarz występują jej rumieńce. - Po prostu nikogo nie znalazłeś czy coś się wydarzyło, że... - urwała i wpatrzyła się we własne paznokcie.
Aleks milczał. Nie miała odwagi na niego popatrzeć. Czuła się jak ostatnia kretynka. Dopiero kiedy wypowiedziała na głos swoje przemyślenia, zrozumiała jak niestosownie to brzmi.
- Przepraszam - pokręciła głową. - Nie powinnam była. To twoja sprawa. Zapomnij, że w ogóle...
- Nastia - Sasza przykrył jej dłoń swoją, przez co przez moment przestała wpatrywać się w swoje paznokcie, a zaczęła w jego. Poczuła przyjemne ciepło, ale dosyć szybko zabrał rękę z powrotem. - W porządku. Może i nie lubię mówić o sobie, ale z tobą... - przerwał i odchrząknął, a ona poczuła, że rumieni się jeszcze bardziej.
- Tak?
- Może tego potrzebujesz. Poznać też jakąś inną historię. Nabrać trochę dystansu.
- Ach, tak.
Czuła rozczarowanie. Autentyczne rozczarowanie, które sprawiało, że miała ochotę płakać jak małe dziecko. Ale jakiej odpowiedzi ona się spodziewała?
- Od czego zacząć... Byłaś kiedyś zakochana?
- Ja? - spojrzała na niego zdziwiona. - Nie - odpowiedziała, choć nie bez wahania. Ale Ilia to było zwykłe zauroczenie. Może fascynacja. Nie miłość.
- Zazdroszczę - skwitował Aleks.
- Dlaczego? Co mi chcesz przez to powiedzieć? Że miłość jest przereklamowana?
- Nie - odpowiedział, patrząc gdzieś w przestrzeń za oknem. - Zdecydowanie nie jest. Przereklamowane są tylko dramatyczne rozstania. I to, co po nich. Nie ma w tym nic niezwykłego. Zostaje tylko pustka.
Anastazja milczała, wpatrując się w jego twarz bez mrugania. I niemal bez oddychania.
- No więc to by było właściwie na tyle. Mam za sobą kilka związków, ale tylko jeden taki mega, mega poważny. Ja myślałem, że na całe życie. A ona, kiedy ze mną zrywała, ogłosiła mi, że nie widzi dla nas przyszłości. Rzeczywiście musiała nie widzieć, skoro sypiała już wtedy z innym facetem. I to naszym wspólnym znajomym. A głupio jej się było przyznać, bo przecież nie chciała mnie zranić. Wiesz, to są te takie fajne teksty, które się mówi, kiedy ci trochę głupio, bo się wydało. I które tak naprawdę znaczą zupełnie co innego.
Zamilkł. Patrzył przed siebie niewidzącym wzrokiem i zaciskał mocno szczęki. Widziała to na jego policzkach. Ewidentnie nie lubił wracać do tych wydarzeń i prawdopodobnie nieczęsto to robił. Chyba wciąż go to bolało.
- Muszę się przejść - powiedział, wstając z kanapy.
- Iść z tobą?
- Wolałbym sam.
Pewnie, że by wolał. Anastazja wcale się mu nie dziwiła. Czuła się okropnie z tym, że skłoniła go do powiedzenia tych kilku zdań.
Usłyszała zamykanie drzwi. Aleks wyszedł. Została sama.
*
Włóczył się ulicami bez większego celu, ale potrzebował ochłonąć. Nastia nie miała nic złego na myśli, zresztą sam zdecydował się z nią porozmawiać, a jednocześnie czuł do niej jakiś żal za to, że wywlekła na wierzch te nieprzyjemne wspomnienia. Minęło już sześć lat, pogodził się z tym, ale wciąż czuł się upokorzony. To chyba nikogo nie mogło dziwić. Potrzebował jakoś z siebie wyrzucić nadmiar emocji, a nie chciał się wyładowywać na Nastii, dlatego po prostu wyszedł na zewnątrz. Kazań nocą był zupełnie inny niż za dnia, choć pewnie o każdym innym mieście można by powiedzieć to samo. Zero ludzi, pojedyncze samochody. Cisza i spokój. Idealnie. Nie wiedział jak długo spacerował, stracił rachubę czasu, zajęty myślami. Może z pół godziny. Może nawet trochę dłużej. Ale pomogło, a to było chyba najważniejsze. Przerobił to w głowie po raz kolejny, uspokoił się. Rana znów się zasklepiła.
Podszedł pod blok i spojrzał w górę. Okno w salonie wciąż było oświetlone. Pewnie Nastia zasnęła na kanapie. Pochwalił się w duchu za zabranie ze sobą klucza i solennie postanowił zachowywać tak cicho, jak tylko potrafił, żeby przypadkiem jej nie obudzić. Dotarł na górę i otworzył drzwi do mieszkania.
Nastia jednak nie spała. Weszła do przedpokoju, owinięta kocem, kiedy wieszał kurtkę na wieszaku. Oparła się o futrynę drzwi, ale nic nie powiedziała.
- Czemu jeszcze nie śpisz? Coś się stało? - zapytał.
- Nie, nic. Po prostu nie było cię ponad godzinę. Trochę się martwiłam.
- Serio aż tak długo?
Był szczerze zdziwiony. Zupełnie nie czuł, że minęło aż tyle czasu. Wspomnienia potrafiły być naprawdę absorbujące.
- Taaak. A ja... no cóż - Nastia przestąpiła z nogi na nogę. - Chciałam cię przeprosić. Nie powinnam się wtrącać w nie swoje sprawy.
- Bez przesady, daj spokój. Hej, popatrz na mnie - podszedł bliżej, teraz dzielił ich może metr odległości. Dziewczyna niepewnie podniosła wzrok. - Widzisz? Nic się nie dzieje. Żyję i nawet się uśmiecham - zademonstrował. - To było dawno. Okej, może i nie lubię do tego wracać, ale czasem dobrze wyjść ze swojej strefy komfortu, nie? - spojrzał na nią porozumiewawczo.
Wyglądała rozkosznie, kiedy tak przed nim stała, zadzierając lekko do góry głowę i chłonąc każde jego słowo z szeroko otwartymi oczami. Niepewnie odwzajemniła uśmiech, ale widział, że wciąż dręczy ją poczucie winy. Mimo wszystko nieproporcjonalne do przewinienia.
- Co ci powtarzam praktycznie codziennie od momentu, od kiedy tu razem mieszkamy?
- Że mam przestać przepraszać za to, że żyję - wymruczała pod nosem. - Chyba nie umiem.
- To czas się nauczyć. Krok po kroku. Boże, dziewczyno, ludzie mordują i nie mają wyrzutów sumienia, a ty chcesz się ubiczować, bo zadałaś jedno małe pytanie. Tak nie można.
Anastazja roześmiała się wreszcie.
- Wiem, wiem. Masz rację. Po prostu nie chciałam sprawić ci przykrości. Naprawdę - przygryzła wargę, uciekając wzrokiem.
- Naprawdę wierzę - uśmiechnął się. - Dobrze, dla równowagi ja też cię o coś zapytam. To Ilia nauczył cię tego ciągłego przepraszania?
- Nie... nie wiem. Chyba taka się już urodziłam. Choć on niewątpliwie wydobył ze mnie wszystko, co najlepsze - dodała ironicznie.
- Ale w końcu się od niego uwolniłaś. Powinnaś być z siebie dumna.
- Taaak... - powtórzyła w dokładnie tej samej tonacji.
- Nastia, mówię serio. Jesteś mądrą, dobrą dziewczyną - pogłaskał ją po policzku. - Piękną...
Zastygł w pół ruchu. Co on właśnie robił?
Wpatrywała się w niego jak urzeczona. Nie kłamał. Naprawdę była piękna. Chciał ją pocałować. Bardzo chciał. Zamiast tego cofnął rękę. Założył jej kosmyk rudych włosów za ucho i poprawił koc, zjeżdżający jej z ramienia.
- Chyba już pora spać. Idziesz się kąpać pierwsza czy ja mam iść?
Zaczerwieniła się jak burak.
- Idź ty - powiedziała zachrypniętym głosem.
- Okej. A ty... ty się nie martw - dokończył niezręcznie.
Pokiwała głową.
Wyminął ją i wszedł do łazienki. Zamknął drzwi i oparł się o nie plecami. Wziął głęboki oddech.
Chyba naprawdę się wkopał.
__________
Wiem, że przyjęłam filozofię pisania dla własnej satysfakcji, ale komentarz zawsze miło dostać. Tak tylko niezobowiązująco przypominam ;)