19 lutego 2021

Rozdział 4

Dwa dni po wizycie w mieszkaniu Ilii Aleks wznowił treningi z klubem. Wszyscy zawodnicy, którzy grali w sezonie reprezentacyjnym, mieli tego dnia dołączyć do drużyny. Wszyscy, poza Michajłowem. Dostał jeszcze tydzień na odpoczynek, co tylko podkreślało fakt, jak bardzo był ważnym i jak bardzo eksploatowanym graczem. I całe szczęście, bo remont w mieszkaniu Aleksa miał potrwać jeszcze kilka dni, a naprawdę nie chciałby się przenosić do hotelu albo, co gorsza, spać na składanym łóżku ustawionym na podłodze pokrytej gazetami, pomiędzy wiadrami z farbą i owiniętymi folią meblami.
A poza tym mógł spędzić jeszcze jakiś czas z Nastią. Co prawda wydawało się, że postanowiła oddzielić przeszłość naprawdę grubą kreską, ale sam dobrze wiedział, że to nie do końca tak działa. I że rozstanie może się za człowiekiem ciągnąć bardzo długo. Dlatego dobrze, żeby ktoś przy niej był. Żeby wysłuchał, wypił z nią herbatę, a może pogłaskał po policzku. Żeby czuła się bezpieczna.
A przynajmniej tak to sobie tłumaczył.
Pierwszy dzień w zasadzie nie miał nic wspólnego z treningiem, musieli tylko zrobić badania i przy okazji nagrać kilka materiałów dla klubowej telewizji. Później większość graczy wybierała się razem na pizzę, ale Aleks odmówił. Powiedział, że ma coś jeszcze do załatwienia. Nie mógł przecież głośno oznajmić, że spieszy się do Nastii. Bo to było absolutnie niedorzeczne. Znali się od tygodnia. I tyle. Poza tym była od niego dużo młodsza. I była siostrą Maksima. Nie miał prawa myśleć o niej w jakichkolwiek innych kategoriach.
I właśnie dlatego pędził teraz do domu jak na złamanie karku, łamiąc po drodze wszystkie możliwe przepisy.
Do domu. Ha. Spore nadużycie. Do mieszkania. Na dodatek nie swojego. Zdjął nogę z gazu i westchnął głośno. Trzeba było iść na tę pizzę z chłopakami.
Zaparkował pod blokiem, wbiegł po schodach na drugie piętro i otworzył drzwi do mieszkania. Anastazja stała przed lustrem na środku przedpokoju i czesała swoje długie rude włosy. Odwróciła się i uśmiechnęła do niego szeroko.
- Już jesteś! - brzmiało to, jakby naprawdę się z tego cieszyła.
- Tak - ściągnął kurtkę i powiesił na wieszaku, powstrzymując się od szczerzenia się od ucha do ucha. - Mieliśmy tylko badania, szybko poszło.
Nie miał najmniejszego zamiaru informować jej o tym, że zrezygnował z popołudnia z kumplami na rzecz popołudnia z nią. Do niczego jej ta wiedza nie była potrzebna.
- Może byśmy coś zjedli w takim razie?
- Okej. Wychodzimy gdzieś, otwieramy żarcie z puszki czy zamawiamy coś z dowozem?
- Buba - uśmiechnęła się uroczo, pochylając głowę w lewo. - Nie zadawaj głupich pytań, tylko dzwoń po pizzę.
Roześmiał się wreszcie. Czuł się jak w domu. Czuł się szczęśliwy.

*

W poniedziałek wydawało jej się, że Aleksa nie było w domu bardzo długo, ale przekonała się, jak bardzo się myliła, kiedy przez następne trzy dni miał treningi i rano, i po południu. Owszem, w międzyczasie wracał na chwilę, ale zjadał coś, później odpoczywał, pił kawę i jechał z powrotem.
Łapała się na tym, że okropnie za nim tęskni.
A przez to tym bardziej doceniała wieczory, które spędzali razem. Rozmawiali o książkach, sporcie, muzyce i tysiącu innych oczywistych tematów, ale dla niej to były najbardziej fascynujące dyskusje na świecie. I miała dziwne, niejasne wrażenie, że Sasza mógłby powiedzieć to samo. Nie wiedziała jak, dlaczego, ale po prostu to czuła. Zresztą nie musieli cały czas mówić. Czasem coś czytali albo oglądali jakiś mecz. Albo coś jedli i po prostu śmiali się nie do końca wiadomo z czego. Czuła się przy nim wspaniale. I nie, nie tylko przez kontrast w stosunku do Ilii, który był zwykłym prostakiem, niestety dosyć przystojnym i pewnym siebie, co na dłuższy czas zamydliło jej oczy, ale z jakichś niewytłumaczalnych powodów miała wrażenie, że znają się z Aleksem sto lat. Jasne, głupie. Ale tak właśnie czuła.
Siedzieli na kanapie, oglądając jakiś film. A właściwie oglądał tylko Sasza, bo myśli Nastii uciekały zupełnie gdzie indziej.
Chciała się do niego przytulić. To byłoby oczywiście zupełnie niewłaściwe i niepoważne, ale ledwo się przed tym powstrzymywała.
- Buba?
- Hmm...? - mruknął, nie odrywając wzroku od telewizora.
- Ten film jest bardzo ważny?
- Nie - od razu spojrzał na nią. - Mogę go nagrać i obejrzeć kiedy indziej. A co, chciałaś oglądać coś innego?
- Nie. Chciałam porozmawiać.
- Okej - powciskał jakieś magiczne guziczki na pilocie, wyłączył telewizor i odwrócił się w jej stronę. - Co się dzieje?
- Zastanawiałam się... - spuściła wzrok. - Nie bądź na mnie zły. Jeśli nie chcesz, nie odpowiadaj...
- Taaak? - uśmiechnął się Aleks.
- No dobrze. Dlaczego... jesteś sam? - poczuła, jak na twarz występują jej rumieńce. - Po prostu nikogo nie znalazłeś czy coś się wydarzyło, że... - urwała i wpatrzyła się we własne paznokcie.
Aleks milczał. Nie miała odwagi na niego popatrzeć. Czuła się jak ostatnia kretynka. Dopiero kiedy wypowiedziała na głos swoje przemyślenia, zrozumiała jak niestosownie to brzmi.
- Przepraszam - pokręciła głową. - Nie powinnam była. To twoja sprawa. Zapomnij, że w ogóle...
- Nastia - Sasza przykrył jej dłoń swoją, przez co przez moment przestała wpatrywać się w swoje paznokcie, a zaczęła w jego. Poczuła przyjemne ciepło, ale dosyć szybko zabrał rękę z powrotem. - W porządku. Może i nie lubię mówić o sobie, ale z tobą... - przerwał i odchrząknął, a ona poczuła, że rumieni się jeszcze bardziej.
- Tak?
- Może tego potrzebujesz. Poznać też jakąś inną historię. Nabrać trochę dystansu.
- Ach, tak.
Czuła rozczarowanie. Autentyczne rozczarowanie, które sprawiało, że miała ochotę płakać jak małe dziecko. Ale jakiej odpowiedzi ona się spodziewała?
- Od czego zacząć... Byłaś kiedyś zakochana?
- Ja? - spojrzała na niego zdziwiona. - Nie - odpowiedziała, choć nie bez wahania. Ale Ilia to było zwykłe zauroczenie. Może fascynacja. Nie miłość.
- Zazdroszczę - skwitował Aleks.
- Dlaczego? Co mi chcesz przez to powiedzieć? Że miłość jest przereklamowana?
- Nie - odpowiedział, patrząc gdzieś w przestrzeń za oknem. - Zdecydowanie nie jest. Przereklamowane są tylko dramatyczne rozstania. I to, co po nich. Nie ma w tym nic niezwykłego. Zostaje tylko pustka.
Anastazja milczała, wpatrując się w jego twarz bez mrugania. I niemal bez oddychania.
- No więc to by było właściwie na tyle. Mam za sobą kilka związków, ale tylko jeden taki mega, mega poważny. Ja myślałem, że na całe życie. A ona, kiedy ze mną zrywała, ogłosiła mi, że nie widzi dla nas przyszłości. Rzeczywiście musiała nie widzieć, skoro sypiała już wtedy z innym facetem. I to naszym wspólnym znajomym. A głupio jej się było przyznać, bo przecież nie chciała mnie zranić. Wiesz, to są te takie fajne teksty, które się mówi, kiedy ci trochę głupio, bo się wydało. I które tak naprawdę znaczą zupełnie co innego.
Zamilkł. Patrzył przed siebie niewidzącym wzrokiem i zaciskał mocno szczęki. Widziała to na jego policzkach. Ewidentnie nie lubił wracać do tych wydarzeń i prawdopodobnie nieczęsto to robił. Chyba wciąż go to bolało.
- Muszę się przejść - powiedział, wstając z kanapy.
- Iść z tobą?
- Wolałbym sam.
Pewnie, że by wolał. Anastazja wcale się mu nie dziwiła. Czuła się okropnie z tym, że skłoniła go do powiedzenia tych kilku zdań.
Usłyszała zamykanie drzwi. Aleks wyszedł. Została sama.

*

Włóczył się ulicami bez większego celu, ale potrzebował ochłonąć. Nastia nie miała nic złego na myśli, zresztą sam zdecydował się z nią porozmawiać, a jednocześnie czuł do niej jakiś żal za to, że wywlekła na wierzch te nieprzyjemne wspomnienia. Minęło już sześć lat, pogodził się z tym, ale wciąż czuł się upokorzony. To chyba nikogo nie mogło dziwić. Potrzebował jakoś z siebie wyrzucić nadmiar emocji, a nie chciał się wyładowywać na Nastii, dlatego po prostu wyszedł na zewnątrz. Kazań nocą był zupełnie inny niż za dnia, choć pewnie o każdym innym mieście można by powiedzieć to samo. Zero ludzi, pojedyncze samochody. Cisza i spokój. Idealnie. Nie wiedział jak długo spacerował, stracił rachubę czasu, zajęty myślami. Może z pół godziny. Może nawet trochę dłużej. Ale pomogło, a to było chyba najważniejsze. Przerobił to w głowie po raz kolejny, uspokoił się. Rana znów się zasklepiła
Podszedł pod blok i spojrzał w górę. Okno w salonie wciąż było oświetlone. Pewnie Nastia zasnęła na kanapie. Pochwalił się w duchu za zabranie ze sobą klucza i solennie postanowił zachowywać tak cicho, jak tylko potrafił, żeby przypadkiem jej nie obudzić. Dotarł na górę i otworzył drzwi do mieszkania.
Nastia jednak nie spała. Weszła do przedpokoju, owinięta kocem, kiedy wieszał kurtkę na wieszaku. Oparła się o futrynę drzwi, ale nic nie powiedziała.
- Czemu jeszcze nie śpisz? Coś się stało? - zapytał.
- Nie, nic. Po prostu nie było cię ponad godzinę. Trochę się martwiłam.
- Serio aż tak długo?
Był szczerze zdziwiony. Zupełnie nie czuł, że minęło aż tyle czasu. Wspomnienia potrafiły być naprawdę absorbujące.
- Taaak. A ja... no cóż - Nastia przestąpiła z nogi na nogę. - Chciałam cię przeprosić. Nie powinnam się wtrącać w nie swoje sprawy.
- Bez przesady, daj spokój. Hej, popatrz na mnie - podszedł bliżej, teraz dzielił ich może metr odległości. Dziewczyna niepewnie podniosła wzrok. - Widzisz? Nic się nie dzieje. Żyję i nawet się uśmiecham - zademonstrował. - To było dawno. Okej, może i nie lubię do tego wracać, ale czasem dobrze wyjść ze swojej strefy komfortu, nie? - spojrzał na nią porozumiewawczo.
Wyglądała rozkosznie, kiedy tak przed nim stała, zadzierając lekko do góry głowę i chłonąc każde jego słowo z szeroko otwartymi oczami. Niepewnie odwzajemniła uśmiech, ale widział, że wciąż dręczy ją poczucie winy. Mimo wszystko nieproporcjonalne do przewinienia.
- Co ci powtarzam praktycznie codziennie od momentu, od kiedy tu razem mieszkamy?
- Że mam przestać przepraszać za to, że żyję - wymruczała pod nosem. - Chyba nie umiem.
- To czas się nauczyć. Krok po kroku. Boże, dziewczyno, ludzie mordują i nie mają wyrzutów sumienia, a ty chcesz się ubiczować, bo zadałaś jedno małe pytanie. Tak nie można.
Anastazja roześmiała się wreszcie.
- Wiem, wiem. Masz rację. Po prostu nie chciałam sprawić ci przykrości. Naprawdę - przygryzła wargę, uciekając wzrokiem.
- Naprawdę wierzę - uśmiechnął się. - Dobrze, dla równowagi ja też cię o coś zapytam. To Ilia nauczył cię tego ciągłego przepraszania?
- Nie... nie wiem. Chyba taka się już urodziłam. Choć on niewątpliwie wydobył ze mnie wszystko, co najlepsze - dodała ironicznie.
- Ale w końcu się od niego uwolniłaś. Powinnaś być z siebie dumna.
- Taaak... - powtórzyła w dokładnie tej samej tonacji.
- Nastia, mówię serio. Jesteś mądrą, dobrą dziewczyną - pogłaskał ją po policzku. - Piękną...
Zastygł w pół ruchu. Co on właśnie robił?
Wpatrywała się w niego jak urzeczona. Nie kłamał. Naprawdę była piękna. Chciał ją pocałować. Bardzo chciał. Zamiast tego cofnął rękę. Założył jej kosmyk rudych włosów za ucho i poprawił koc, zjeżdżający jej z ramienia.
- Chyba już pora spać. Idziesz się kąpać pierwsza czy ja mam iść?
Zaczerwieniła się jak burak.
- Idź ty - powiedziała zachrypniętym głosem.
- Okej. A ty... ty się nie martw - dokończył niezręcznie.
Pokiwała głową.
Wyminął ją i wszedł do łazienki. Zamknął drzwi i oparł się o nie plecami. Wziął głęboki oddech.
Chyba naprawdę się wkopał.
__________

Wiem, że przyjęłam filozofię pisania dla własnej satysfakcji, ale komentarz zawsze miło dostać. Tak tylko niezobowiązująco przypominam ;)

05 lutego 2021

Rozdział 3

Sobota była pierwszym od tygodnia słonecznym dniem. Anastazja nie sądziła, że coś będzie w stanie zachęcić ją do wyjścia na zewnątrz, ale piękna pogoda połączona z propozycją Aleksa, żeby wreszcie zjeść coś porządnego, dokonały cudu.
Szła teraz zatłoczonym chodnikiem, u boku Saszy... i czuła się jak krasnoludek. Posiadanie brata siatkarza sprawiło jednak, że była do tego całkowicie przyzwyczajona. Miało to jedną podstawową zaletę - owszem, czuła się jak krasnoludek, ale absolutnie bezpieczny krasnoludek. A tego w ostatnim czasie bardzo jej brakowało.
Kilkakrotnie zatrzymywali się, bo ludzie prosili Saszę o zdjęcie. Cierpliwie pozował, czasem wymieniał z nimi kilka zdań, a Nastia obserwowała to wszystko z boku i wyrabiała sobie o nim coraz lepszą opinię.
- Jak wy to wytrzymujecie? Przecież to jest okropnie upierdliwe.
- Masz na myśli kibiców? Cóż, taka praca - wzruszył ramionami. - Zresztą bez nich wcale nie byłoby lepiej. Nie wyobrażam sobie grać ciągle przy pustych trybunach, w ciszy jak na treningu. My i tak nie mamy najgorzej. Siatkówka nie jest tak popularna jak hokej albo futbol.
- Może i tak, ale nie wszyscy zawodnicy są tak cierpliwi jak ty.
- Zgadza się. Ale do twojego brata jeszcze mi sporo brakuje - roześmiał się.
- A tak, słyszałam - przytaknęła Anastazja. - Podobno kiedyś jakiś kibic po meczu powiedział mu, żeby już szedł do szatni i trochę odpoczął. Maksim po prostu jest... za dobry. Wiesz... chyba powinnam do niego zadzwonić i powiedzieć mu, że się u niego zatrzymałam.
- Ja już to zrobiłem - przyznał się Aleks.
- Jak to?
- Uznałem, że powinien wiedzieć. Przepraszam, jeśli ci to przeszkadza, ale czułbym się nie w porządku, gdybym to przed nim ukrywał.
- Może to i dobrze - powiedziała Nastia z namysłem. - Porozmawiam z nim, wszystko wytłumaczę... ale chyba lepiej, że poszedłeś na pierwszy ogień. Czy ty zawsze tak o wszystkim myślisz?
Sasza ją zaskoczył. Tym jakimś trudnym do wytłumaczenia poczuciem obowiązku. Bo przecież była dla niego właściwie obcą osobą. Bo przecież mógł mieć ją w nosie i po prostu czekać na powrót Maksima, żeby to on pozbierał ją do kupy. A jednak... chyba w pewnym sensie mu na niej zależało. Bez dorabiania do tego zbędnej ideologii, ale dzięki niemu czuła się znów wartościowym człowiekiem, którego ktoś chce wysłuchać lub otulić kocem, gdy zaśnie przy czytaniu książki. To było niesamowicie miłe uczucie.
- Tylko jeśli sytuacja tego wymaga. Wchodzimy tutaj.
Znaleźli się we wnętrzu przytulnego i zaskakująco cichego, jak na tę część miasta, lokalu. Zajęli stolik przy oknie i zamówili jedzenie z karty.
- Wiesz... byłam tu już kiedyś - stwierdziła Nastia, rozglądając się wokół. - Tak, na pewno. Maksim mnie tu zabrał, to było jeszcze zanim się ożenił. Potem, kiedy przyjeżdżałam, czekały na mnie już obiadki przygotowane przez Polinę - zakończyła z uśmiechem.
- No tak, ona rzeczywiście umie gotować - zgodził się Sasza. - Przygarnęli mnie kilka razy na niedzielny obiad, ale, szczerze mówiąc, dziwnie się czuję, wpieprzając się komuś w życie rodzinne.
- Jeśli Maks cię zaprosił, naprawdę musi cię lubić i mieć do ciebie zaufanie - powiedziała Nastia poważnie. - On jest bardzo ostrożny w relacjach z innymi ludźmi.
- Zauważyłem. Pewnie masz rację, ale wiesz - Sasza wbił wzrok w wazonik z kwiatkami, zdobiący stolik - oni dwoje, dziecko... a ja jako kto? Przyjaciel rodziny? Przecież to jest śmieszne.
Nie dodał nic więcej, ale i tak aż biło od niego poczucie beznadziei. Nastia zauważyła już, że mimo iż był inteligentny, opiekuńczy, a czasem naprawdę zabawny... nie lubił mówić o sobie. Niemal nic. Żył jakby zamknięty w skorupie, z której, owszem, chętnie wychodził do ludzi, by słuchać o ich problemach, ale nikogo nie wpuszczał do środka, żeby podzielić się swoimi. A teraz wyrzucił z siebie, być może niechcący, przez przypadek, ale jednak coś bardzo osobistego. Chęć, czy raczej rozpaczliwą potrzebę, posiadania kogoś bliskiego. Nic oryginalnego w gruncie rzeczy, bo przecież większość ludzi o tym marzy, ale uderzyło ją, że wydawał się zupełnie zrezygnowany. Jakby nigdy nie miało go czekać spełnienie tego marzenia.
- Nie mów tak - próbowała nieporadnie go pocieszyć. - Przecież jeszcze wszystko przed tobą.
- Może tak... a może nie... Zostawmy ten temat - pokręcił głową. - Opowiedz mi coś o twoich studiach. Co to było? Coś z pieniędzmi?
- Taaak... Finanse i rachunkowość. Momentami naprawdę okropne nudy. Ciągle tylko siedzi się w cyferkach.
- To dlaczego się na to zdecydowałaś?
- Właściwie tak do końca nie wiem - Nastia wzruszyła ramionami. - Może dlatego, że cyfry są mniej denerwujące od ludzi.
- Coś w tym pewnie jest - uśmiechnął się Sasza. - Który rok?
- Teraz zacznę trzeci. No właśnie... - dziewczyna spoważniała. - Mam do ciebie ogromną prośbę.
- Tak? O, dziękujemy - Aleks zwrócił się do kelnerki, która właśnie przyniosła ich talerze. - No więc co to za prośba?
Nastia wzięła głęboki oddech. Zaplotła palce dłoni pod stołem i zmarszczyła czoło.
- Zostawiłam kilka rzeczy w poprzednim mieszkaniu... Przede wszystkim laptop, a za tydzień zaczyna się rok akademicki, więc będzie mi potrzebny. Mógłbyś może... - zagryzła wargę. - Może... pojechać tam ze mną?
- Jasne, nie ma problemu - Sasza kiwnął głową. - Kiedy?
- Nie wiem. To chyba nie ma większego znaczenia, żadna pora nie będzie odpowiednia.
Aleks zastygł z widelcem w dłoni. Wyglądał jakby coś go zaniepokoiło.
- Okej. Pojedziemy dziś wieczorem, dobrze?
- Dobrze - przytaknęła. - Dobrze, niech tak będzie.
- A teraz jedz, bo ci wystygnie.

*

Nastia była wyraźnie zdenerwowana. Przez całą drogę nie powiedziała ani słowa, ciszę przerywały tylko jej głębokie westchnienia. Aleks w pewnym momencie po prostu włączył radio. Nie chciał zmuszać jej do mówienia tylko dlatego, że niektórym ludziom przedłużająca się cisza wydawała się niezręczna. Zdawał sobie sprawę, że czasem trzeba po prostu zostać sam na sam ze swoimi myślami.
Prowadził, kierując się wskazówkami nawigacji, bo bardzo rzadko znajdował się w tej części Kazania. Właściwie na co dzień nie bywał nigdzie poza najbliższym sklepem, halą treningową i kilkoma sprawdzonymi restauracjami. Latanie samolotem niemal na każdy mecz ligowy zaspokajało jego potrzebę podróżowania. Aż za bardzo. Kiedy tylko mógł, wolał wszędzie chodzić pieszo. Ale dziś nie potrafił odmówić Nastii pomocy, mimo że prowadzenie tego samochodu nie było najwygodniejsze. Już dawno powinien kupić coś większego i nowszego, ale przecież tak rzadko używał auta, że nawet nie zaprzątał sobie głowy tą myślą.
- To ten blok, tak?
- Tak.
Aleks zaparkował równolegle przy wąskiej osiedlowej uliczce i zgasił silnik.
- Iść z tobą?
Anastazja stukała palcem w kolano i nic nie mówiła.
- Hej - Butko przykrył jej dłoń swoją. - Iść z tobą? - powtórzył.
- Tak - pokiwała głową, nie patrząc na niego.
- W porządku. Chodźmy.
Dziewczyna miała klucze od klatki, a także, co okazało się po pokonaniu schodów prowadzących na trzecie piętro, również od mieszkania. Jednak przed drzwiami zawahała się.
- Nastia, o co chodzi? - zapytał w końcu Aleks. Nie chciał jej dodatkowo stresować i zadawać zbędnych pytań, ale zupełnie nie wiedział, na co ma się przygotować. A poziom zdenerwowania dziewczyny był co najmniej niepokojący.
- Tam może być mój chłopak. To znaczy... były chłopak.
- O.
Nie wykazał się specjalną elokwencją, ale po prostu teoretycznie spodziewał się każdej odpowiedzi i tak naprawdę nie nastawiał się na żadną. I prawdopodobnie każda by go zaskoczyła.
- Tak. Jest... Bywa porywczy.
Wreszcie zrozumiał, dlaczego Nastia była tak zdenerwowana. I od razu przypomniał sobie jej rozciętą wargę w dniu, kiedy się poznali. Bardzo łatwo było dodać dwa do dwóch, choć pewnie powinien na to wpaść od razu. Krew się w nim wzburzyła, ale to nie był najlepszy moment na dyskusje i tłumaczenia.
- Jestem z tobą. Nic ci się nie stanie - powiedział, patrząc Anastazji prosto w oczy.
Dziewczyna pokiwała niepewnie głową. Przekręciła klucz w zamku i nacisnęła klamkę. Weszła do środka, a Aleks zaraz za nią. Znaleźli się we wnętrzu zwyczajnej kawalerki, ale nie przyglądał się jej dokładniej, bo niemal od razu po ich wejściu w przedpokoju stanął też jakiś facet. Prawdopodobnie ten facet. Mocno zdziwiony.
- A co ty tu robisz? - zapytał Nastię kpiącym tonem. - I to z jakimś... nowym kochasiem?
- Przyjechałam po swoje rzeczy - powiedziała, chwytając za klamkę drzwi po lewej stronie.
- Trochę się spóźniłaś - prychnął. - Już dawno wszystko wywaliłem. Nie potrzebuję tych twoich szmat.
- A laptop?
- Jaki laptop, proszę cię. Zostawiłaś go, więc jest mój.
- Ilia... Potrzebuję go na studia, przecież wiesz - Anastazja siliła się na stanowczy ton, ale Aleks widział, że na tym gościu nie robi to najmniejszego wrażenia.
- Ja też studiuję.
Ten chłopak był jakiś odpychający. I jego postawa, i ton głosu wskazywały na to, że ma wyjebane na cały świat i czuje się panem sytuacji.
- Przyjechaliśmy po komputer. Daj go i wychodzimy - włączył się Aleks.
- A kim ty w ogóle jesteś?
- A jakie to ma znaczenie?
- Proszę, proszę... znalazłaś sobie superbohatera - chłopak zwrócił się do Nastii, wyraźnie odpuszczając próbę konfrontacji z Aleksem. Najwyraźniej taki mocny był tylko w gębie. I ewentualnie w biciu kobiet.
Tymczasem Nastia po prostu weszła do pokoju po lewej stronie i po upływie może trzydziestu sekund wyszła z niego z laptopem pod pachą.
- Okej, możemy iść - skinęła na Aleksa.
- A klucze?! - krzyknął Ilia.
- Racja - Nastia położyła je na półce koło drzwi. - Nie będą mi już potrzebne.

*

To nie tak, że w ciągu pięciu minut pozbyła się złych wspomnień albo nabrała niesamowitej odwagi i pewności siebie, ale, mając u boku Aleksa, poczuła się tak dobrze, tak bezpiecznie, jak gdyby już nigdy nie miało się jej nic stać. Ilia wydał się jej przy Saszy tak żałosny, tak prymitywny, że naprawdę zaczęła się zastanawiać, co ona w ogóle w nim widziała.
Droga powrotna również przebiegła w całkowitej ciszy, ale Anastazja wiedziała, że jest winna Aleksowi zarówno podziękowanie, jak i wyjaśnienia. Po powrocie do mieszkania zalała dwa kubki herbaty i razem z ciastkami postawiła je na ławie w salonie.
- No i jak? - zapytał Sasza, uśmiechając się lekko.
- W porządku. Dziękuję, że ze mną pojechałeś.
- Daj spokój.
- Wiem, że Ilia nie wygląda groźnie - zaczęła Nastia, siadając koło Aleksa. - I może wydawał ci się zupełnie bezbarwny. Ale kiedy byliśmy sami w domu, bywał gorszy. Po prostu nie chciałabym, żebyś na podstawie tego, co zastaliśmy w mieszkaniu, wziął mnie za histeryczkę.
Założyła ręce na piersi i przygryzła wargę. Z jednej strony było jej trochę głupio, ale z drugiej czuła, że gdyby pojechała sama, Ilia niekoniecznie byłby tak miły i potulny.
- Jasne, rozumiem. Nie musisz się tłumaczyć.
- Tak?
- Tak.
- Okej. Dzięki.
- Nastia - westchnął Sasza.
- Tak?
- Nie musisz za wszystko dziękować. I nie musisz przepraszać za to, że żyjesz.
- Nie prze... - przerwała. - Wiem. Wiem, masz rację.
Rzeczywiście tak się zachowywała. Nie lubiła tego, ale nie potrafiła też tego zmienić.
- To on cię tak stłamsił, tak?
Właściwie to nie wymagało odpowiedzi.
- No cóż, byłam w niego wpatrzona jak w obrazek, aż w końcu chyba mu się to trochę spodobało - powiedziała, skubiąc skórkę przy paznokciu. - Taki cień, który za tobą chodzi i jest gotowy zrobić dla ciebie wszystko.
Skuliła się i podciągnęła kolana pod brodę. Nie było łatwo mówić o tym, jaka była głupia. A jednak jakoś tak dobrze było się tym z kimś podzielić. Nawet bez zagłębiania się w szczegóły.
- Wtedy, kiedy przyszłaś tu zapłakana... to było przez niego, prawda?
Pokiwała głową. Aleks jakby się zawahał, ale zapytał cicho:
- Bił cię?
- Nawet nie. Tylko kilka razy już na sam koniec - objęła kolana rękami. - Po prostu tak... poniżał. Wiesz... słowami... - głos jej się załamał, a oczy zaszkliły. - Jakbym była... śmieciem.
Łzy pociekły jej po policzkach. Nawet nie próbowała ich powstrzymywać.
- Nastia... - głos Saszy był pełen współczucia i czułości. Przysunął się bliżej i przytulił ją. Właśnie tego teraz potrzebowała. Był ciepły i bezpieczny, a jego serce biło głośno.
- Wiesz, że to nie twoja wina, prawda? Po prostu trafiłaś na skurwiela.
Wiedziała. Ale czym innym było logiczne spojrzenie na sytuację, a czym innym pozbycie się wrażenia, że gdyby była inna, Ilia też zachowywałby się inaczej.
Trudno, nie mogła cofnąć czasu. Choć bywały chwile, że bardzo tego pragnęła.
__________

Kończę walkę z sesją, więc dostajecie nowy rozdział. Tak to mniej więcej działa.