05 lutego 2021

Rozdział 3

Sobota była pierwszym od tygodnia słonecznym dniem. Anastazja nie sądziła, że coś będzie w stanie zachęcić ją do wyjścia na zewnątrz, ale piękna pogoda połączona z propozycją Aleksa, żeby wreszcie zjeść coś porządnego, dokonały cudu.
Szła teraz zatłoczonym chodnikiem, u boku Saszy... i czuła się jak krasnoludek. Posiadanie brata siatkarza sprawiło jednak, że była do tego całkowicie przyzwyczajona. Miało to jedną podstawową zaletę - owszem, czuła się jak krasnoludek, ale absolutnie bezpieczny krasnoludek. A tego w ostatnim czasie bardzo jej brakowało.
Kilkakrotnie zatrzymywali się, bo ludzie prosili Saszę o zdjęcie. Cierpliwie pozował, czasem wymieniał z nimi kilka zdań, a Nastia obserwowała to wszystko z boku i wyrabiała sobie o nim coraz lepszą opinię.
- Jak wy to wytrzymujecie? Przecież to jest okropnie upierdliwe.
- Masz na myśli kibiców? Cóż, taka praca - wzruszył ramionami. - Zresztą bez nich wcale nie byłoby lepiej. Nie wyobrażam sobie grać ciągle przy pustych trybunach, w ciszy jak na treningu. My i tak nie mamy najgorzej. Siatkówka nie jest tak popularna jak hokej albo futbol.
- Może i tak, ale nie wszyscy zawodnicy są tak cierpliwi jak ty.
- Zgadza się. Ale do twojego brata jeszcze mi sporo brakuje - roześmiał się.
- A tak, słyszałam - przytaknęła Anastazja. - Podobno kiedyś jakiś kibic po meczu powiedział mu, żeby już szedł do szatni i trochę odpoczął. Maksim po prostu jest... za dobry. Wiesz... chyba powinnam do niego zadzwonić i powiedzieć mu, że się u niego zatrzymałam.
- Ja już to zrobiłem - przyznał się Aleks.
- Jak to?
- Uznałem, że powinien wiedzieć. Przepraszam, jeśli ci to przeszkadza, ale czułbym się nie w porządku, gdybym to przed nim ukrywał.
- Może to i dobrze - powiedziała Nastia z namysłem. - Porozmawiam z nim, wszystko wytłumaczę... ale chyba lepiej, że poszedłeś na pierwszy ogień. Czy ty zawsze tak o wszystkim myślisz?
Sasza ją zaskoczył. Tym jakimś trudnym do wytłumaczenia poczuciem obowiązku. Bo przecież była dla niego właściwie obcą osobą. Bo przecież mógł mieć ją w nosie i po prostu czekać na powrót Maksima, żeby to on pozbierał ją do kupy. A jednak... chyba w pewnym sensie mu na niej zależało. Bez dorabiania do tego zbędnej ideologii, ale dzięki niemu czuła się znów wartościowym człowiekiem, którego ktoś chce wysłuchać lub otulić kocem, gdy zaśnie przy czytaniu książki. To było niesamowicie miłe uczucie.
- Tylko jeśli sytuacja tego wymaga. Wchodzimy tutaj.
Znaleźli się we wnętrzu przytulnego i zaskakująco cichego, jak na tę część miasta, lokalu. Zajęli stolik przy oknie i zamówili jedzenie z karty.
- Wiesz... byłam tu już kiedyś - stwierdziła Nastia, rozglądając się wokół. - Tak, na pewno. Maksim mnie tu zabrał, to było jeszcze zanim się ożenił. Potem, kiedy przyjeżdżałam, czekały na mnie już obiadki przygotowane przez Polinę - zakończyła z uśmiechem.
- No tak, ona rzeczywiście umie gotować - zgodził się Sasza. - Przygarnęli mnie kilka razy na niedzielny obiad, ale, szczerze mówiąc, dziwnie się czuję, wpieprzając się komuś w życie rodzinne.
- Jeśli Maks cię zaprosił, naprawdę musi cię lubić i mieć do ciebie zaufanie - powiedziała Nastia poważnie. - On jest bardzo ostrożny w relacjach z innymi ludźmi.
- Zauważyłem. Pewnie masz rację, ale wiesz - Sasza wbił wzrok w wazonik z kwiatkami, zdobiący stolik - oni dwoje, dziecko... a ja jako kto? Przyjaciel rodziny? Przecież to jest śmieszne.
Nie dodał nic więcej, ale i tak aż biło od niego poczucie beznadziei. Nastia zauważyła już, że mimo iż był inteligentny, opiekuńczy, a czasem naprawdę zabawny... nie lubił mówić o sobie. Niemal nic. Żył jakby zamknięty w skorupie, z której, owszem, chętnie wychodził do ludzi, by słuchać o ich problemach, ale nikogo nie wpuszczał do środka, żeby podzielić się swoimi. A teraz wyrzucił z siebie, być może niechcący, przez przypadek, ale jednak coś bardzo osobistego. Chęć, czy raczej rozpaczliwą potrzebę, posiadania kogoś bliskiego. Nic oryginalnego w gruncie rzeczy, bo przecież większość ludzi o tym marzy, ale uderzyło ją, że wydawał się zupełnie zrezygnowany. Jakby nigdy nie miało go czekać spełnienie tego marzenia.
- Nie mów tak - próbowała nieporadnie go pocieszyć. - Przecież jeszcze wszystko przed tobą.
- Może tak... a może nie... Zostawmy ten temat - pokręcił głową. - Opowiedz mi coś o twoich studiach. Co to było? Coś z pieniędzmi?
- Taaak... Finanse i rachunkowość. Momentami naprawdę okropne nudy. Ciągle tylko siedzi się w cyferkach.
- To dlaczego się na to zdecydowałaś?
- Właściwie tak do końca nie wiem - Nastia wzruszyła ramionami. - Może dlatego, że cyfry są mniej denerwujące od ludzi.
- Coś w tym pewnie jest - uśmiechnął się Sasza. - Który rok?
- Teraz zacznę trzeci. No właśnie... - dziewczyna spoważniała. - Mam do ciebie ogromną prośbę.
- Tak? O, dziękujemy - Aleks zwrócił się do kelnerki, która właśnie przyniosła ich talerze. - No więc co to za prośba?
Nastia wzięła głęboki oddech. Zaplotła palce dłoni pod stołem i zmarszczyła czoło.
- Zostawiłam kilka rzeczy w poprzednim mieszkaniu... Przede wszystkim laptop, a za tydzień zaczyna się rok akademicki, więc będzie mi potrzebny. Mógłbyś może... - zagryzła wargę. - Może... pojechać tam ze mną?
- Jasne, nie ma problemu - Sasza kiwnął głową. - Kiedy?
- Nie wiem. To chyba nie ma większego znaczenia, żadna pora nie będzie odpowiednia.
Aleks zastygł z widelcem w dłoni. Wyglądał jakby coś go zaniepokoiło.
- Okej. Pojedziemy dziś wieczorem, dobrze?
- Dobrze - przytaknęła. - Dobrze, niech tak będzie.
- A teraz jedz, bo ci wystygnie.

*

Nastia była wyraźnie zdenerwowana. Przez całą drogę nie powiedziała ani słowa, ciszę przerywały tylko jej głębokie westchnienia. Aleks w pewnym momencie po prostu włączył radio. Nie chciał zmuszać jej do mówienia tylko dlatego, że niektórym ludziom przedłużająca się cisza wydawała się niezręczna. Zdawał sobie sprawę, że czasem trzeba po prostu zostać sam na sam ze swoimi myślami.
Prowadził, kierując się wskazówkami nawigacji, bo bardzo rzadko znajdował się w tej części Kazania. Właściwie na co dzień nie bywał nigdzie poza najbliższym sklepem, halą treningową i kilkoma sprawdzonymi restauracjami. Latanie samolotem niemal na każdy mecz ligowy zaspokajało jego potrzebę podróżowania. Aż za bardzo. Kiedy tylko mógł, wolał wszędzie chodzić pieszo. Ale dziś nie potrafił odmówić Nastii pomocy, mimo że prowadzenie tego samochodu nie było najwygodniejsze. Już dawno powinien kupić coś większego i nowszego, ale przecież tak rzadko używał auta, że nawet nie zaprzątał sobie głowy tą myślą.
- To ten blok, tak?
- Tak.
Aleks zaparkował równolegle przy wąskiej osiedlowej uliczce i zgasił silnik.
- Iść z tobą?
Anastazja stukała palcem w kolano i nic nie mówiła.
- Hej - Butko przykrył jej dłoń swoją. - Iść z tobą? - powtórzył.
- Tak - pokiwała głową, nie patrząc na niego.
- W porządku. Chodźmy.
Dziewczyna miała klucze od klatki, a także, co okazało się po pokonaniu schodów prowadzących na trzecie piętro, również od mieszkania. Jednak przed drzwiami zawahała się.
- Nastia, o co chodzi? - zapytał w końcu Aleks. Nie chciał jej dodatkowo stresować i zadawać zbędnych pytań, ale zupełnie nie wiedział, na co ma się przygotować. A poziom zdenerwowania dziewczyny był co najmniej niepokojący.
- Tam może być mój chłopak. To znaczy... były chłopak.
- O.
Nie wykazał się specjalną elokwencją, ale po prostu teoretycznie spodziewał się każdej odpowiedzi i tak naprawdę nie nastawiał się na żadną. I prawdopodobnie każda by go zaskoczyła.
- Tak. Jest... Bywa porywczy.
Wreszcie zrozumiał, dlaczego Nastia była tak zdenerwowana. I od razu przypomniał sobie jej rozciętą wargę w dniu, kiedy się poznali. Bardzo łatwo było dodać dwa do dwóch, choć pewnie powinien na to wpaść od razu. Krew się w nim wzburzyła, ale to nie był najlepszy moment na dyskusje i tłumaczenia.
- Jestem z tobą. Nic ci się nie stanie - powiedział, patrząc Anastazji prosto w oczy.
Dziewczyna pokiwała niepewnie głową. Przekręciła klucz w zamku i nacisnęła klamkę. Weszła do środka, a Aleks zaraz za nią. Znaleźli się we wnętrzu zwyczajnej kawalerki, ale nie przyglądał się jej dokładniej, bo niemal od razu po ich wejściu w przedpokoju stanął też jakiś facet. Prawdopodobnie ten facet. Mocno zdziwiony.
- A co ty tu robisz? - zapytał Nastię kpiącym tonem. - I to z jakimś... nowym kochasiem?
- Przyjechałam po swoje rzeczy - powiedziała, chwytając za klamkę drzwi po lewej stronie.
- Trochę się spóźniłaś - prychnął. - Już dawno wszystko wywaliłem. Nie potrzebuję tych twoich szmat.
- A laptop?
- Jaki laptop, proszę cię. Zostawiłaś go, więc jest mój.
- Ilia... Potrzebuję go na studia, przecież wiesz - Anastazja siliła się na stanowczy ton, ale Aleks widział, że na tym gościu nie robi to najmniejszego wrażenia.
- Ja też studiuję.
Ten chłopak był jakiś odpychający. I jego postawa, i ton głosu wskazywały na to, że ma wyjebane na cały świat i czuje się panem sytuacji.
- Przyjechaliśmy po komputer. Daj go i wychodzimy - włączył się Aleks.
- A kim ty w ogóle jesteś?
- A jakie to ma znaczenie?
- Proszę, proszę... znalazłaś sobie superbohatera - chłopak zwrócił się do Nastii, wyraźnie odpuszczając próbę konfrontacji z Aleksem. Najwyraźniej taki mocny był tylko w gębie. I ewentualnie w biciu kobiet.
Tymczasem Nastia po prostu weszła do pokoju po lewej stronie i po upływie może trzydziestu sekund wyszła z niego z laptopem pod pachą.
- Okej, możemy iść - skinęła na Aleksa.
- A klucze?! - krzyknął Ilia.
- Racja - Nastia położyła je na półce koło drzwi. - Nie będą mi już potrzebne.

*

To nie tak, że w ciągu pięciu minut pozbyła się złych wspomnień albo nabrała niesamowitej odwagi i pewności siebie, ale, mając u boku Aleksa, poczuła się tak dobrze, tak bezpiecznie, jak gdyby już nigdy nie miało się jej nic stać. Ilia wydał się jej przy Saszy tak żałosny, tak prymitywny, że naprawdę zaczęła się zastanawiać, co ona w ogóle w nim widziała.
Droga powrotna również przebiegła w całkowitej ciszy, ale Anastazja wiedziała, że jest winna Aleksowi zarówno podziękowanie, jak i wyjaśnienia. Po powrocie do mieszkania zalała dwa kubki herbaty i razem z ciastkami postawiła je na ławie w salonie.
- No i jak? - zapytał Sasza, uśmiechając się lekko.
- W porządku. Dziękuję, że ze mną pojechałeś.
- Daj spokój.
- Wiem, że Ilia nie wygląda groźnie - zaczęła Nastia, siadając koło Aleksa. - I może wydawał ci się zupełnie bezbarwny. Ale kiedy byliśmy sami w domu, bywał gorszy. Po prostu nie chciałabym, żebyś na podstawie tego, co zastaliśmy w mieszkaniu, wziął mnie za histeryczkę.
Założyła ręce na piersi i przygryzła wargę. Z jednej strony było jej trochę głupio, ale z drugiej czuła, że gdyby pojechała sama, Ilia niekoniecznie byłby tak miły i potulny.
- Jasne, rozumiem. Nie musisz się tłumaczyć.
- Tak?
- Tak.
- Okej. Dzięki.
- Nastia - westchnął Sasza.
- Tak?
- Nie musisz za wszystko dziękować. I nie musisz przepraszać za to, że żyjesz.
- Nie prze... - przerwała. - Wiem. Wiem, masz rację.
Rzeczywiście tak się zachowywała. Nie lubiła tego, ale nie potrafiła też tego zmienić.
- To on cię tak stłamsił, tak?
Właściwie to nie wymagało odpowiedzi.
- No cóż, byłam w niego wpatrzona jak w obrazek, aż w końcu chyba mu się to trochę spodobało - powiedziała, skubiąc skórkę przy paznokciu. - Taki cień, który za tobą chodzi i jest gotowy zrobić dla ciebie wszystko.
Skuliła się i podciągnęła kolana pod brodę. Nie było łatwo mówić o tym, jaka była głupia. A jednak jakoś tak dobrze było się tym z kimś podzielić. Nawet bez zagłębiania się w szczegóły.
- Wtedy, kiedy przyszłaś tu zapłakana... to było przez niego, prawda?
Pokiwała głową. Aleks jakby się zawahał, ale zapytał cicho:
- Bił cię?
- Nawet nie. Tylko kilka razy już na sam koniec - objęła kolana rękami. - Po prostu tak... poniżał. Wiesz... słowami... - głos jej się załamał, a oczy zaszkliły. - Jakbym była... śmieciem.
Łzy pociekły jej po policzkach. Nawet nie próbowała ich powstrzymywać.
- Nastia... - głos Saszy był pełen współczucia i czułości. Przysunął się bliżej i przytulił ją. Właśnie tego teraz potrzebowała. Był ciepły i bezpieczny, a jego serce biło głośno.
- Wiesz, że to nie twoja wina, prawda? Po prostu trafiłaś na skurwiela.
Wiedziała. Ale czym innym było logiczne spojrzenie na sytuację, a czym innym pozbycie się wrażenia, że gdyby była inna, Ilia też zachowywałby się inaczej.
Trudno, nie mogła cofnąć czasu. Choć bywały chwile, że bardzo tego pragnęła.
__________

Kończę walkę z sesją, więc dostajecie nowy rozdział. Tak to mniej więcej działa.

3 komentarze:

  1. Podziwiam Saszę, że mu nie przydzwonił, bo ja na jego miejscu bym gościa rozszarpała.
    Mam z Nastią jakiś problem. Nie wiem dlaczego, ale zaczyna mnie powoli irytować swoim zachowaniem. Rozumiem, że dużo przeszła, ale nie pisnąć ani słowem bratu o zatrzymaniu się w jego mieszkaniu? Jakby co najmniej popełniała jakąś zbrodnię. Dziewczyna powinna się trochę ogarnąć.
    Komentarz bez ładu i składu, ale pisany na szybko więc wybacz. Więcej z siebie nie wycisnę w tym momencie.
    Pozdrawiam cieplutko. Ola :)

    OdpowiedzUsuń
  2. No to jestem, zgodnie z obietnicą (chociaż raz uda mi się jakiejś dotrzymać) najpierw tutaj. Normalnie nie wiem, jak ja wytrzymałam do dzisiaj bez czytania następnego rozdziału, bo o ile z komentowaniem to u mnie różnie, tak do czytania lecę najszybciej jak tylko mogę, ale stwierdziłam, że lepiej mi się będzie komentować ten rozdział, nie znając ciągu dalszego historii.
    Niesamowicie mi się podoba, jak prowadzisz tę historię. Tak spokojnie i tak wewnętrznie, w sensie mamy ten zewnętrzny świat, ale nawet kiedy bohaterowie do niego wychodzą, jak w tej pierwszej części (bo ta druga ma jednak dużo większy wpływ na wszystko) jest on tylko tłem, dzięki któremu możemy ich lepiej poznać. Podoba mi się to, bo przecież oni też dopiero się poznają, dla nich też w pewnym stopniu ten zewnętrzny świat na chwilę staje się mniej istotny. Dzięki temu my - czytelnicy - czujemy się w to tak jeszcze bardziej zaangażowani, jakbyśmy razem z nimi odkrywali tę drugą osobę. Jest to niezwykłe szczególnie w sposobie, w jaki Anastazja odkrywa Aleksa. W sumie sądziłam, że to właśnie ona będzie bardziej tą skrytą, tą wystraszoną, tą ze wszystkich sił unikającą mówienia o sobie i o przeszłości. Wiemy przez co przeszła, wiemy jak ten facet ją skrzywdził i zniszczył psychiczne, tymczasem ona na każdym kroku mnie zaskakuje swoją siłą, swoją świadomości, że to Ilia był dupkiem. Są momenty, kiedy przemawia przez nią ta niepewna siebie, krzywdzona kobieta, która zawsze szuka winy w sobie, ale na szczęście znacznie częściej widzimy ją jako silną i pewną swoich czynów młodą kobietę. Także po raz kolejny powtórzę to, co już chyba gadałam milion razy: w porę od niego uciekła. Zdążyła nie dać ukraść sobie tej całej siły, całkowitego poczucia godności i człowieczeństwa. Wracając jednak do tego poznawania się oraz poznawania przez nas bohaterów, sądziłam, że to właśnie ją będziemy musieli poznawać oczami Aleksa, odkrywać jakieś małe cząstki, tymczasem mamy tutaj zupełnie odwrotną sytuację. To on jest tym skrytym, stroniącym od mówienia o sobie, pokazywania pewnych emocji i odkrywania tej swojej całkowicie prywatno-domowej strony. Musimy go odkrywać razem z Nastią, jej oczami i jej przemyśleniami, dzięki którym poznajemy też ją i stwierdzam, że bardzo ich lubię. Oboje.
    Wciąż mnie tylko zastanawia jaki bagaż on za sobą ciągnie, bo po raz kolejny dajesz nam go w takim zestawieniu z dorosłym, poukładanym życiem rodzinnym. Szczęśliwa para/pary i on wieczny(?) samotnik. Dziadek, który na stare lata odkrył, że jednak samotnośc nie jest fajna i mu to doskwiera, czy jednak jakaś raniąca przeszłość/ciężkie rozstanie? W sumie nie jestem pewna, które rozwiązanie bardziej mi się podoba w kontekście ewentualnego wątku romantycznego z Anastazją :P Staruszek, który nagle się obudził, że chce miłości, czy złamane serce, które trzeba wyleczyć? Chyba jednak przedstawiasz nam go jako zbyt porządnego i dobrego człowieka, żebym miała się obawiać którejkolwiek wersji.
    Widać że on o nią dba i to jak na razie zupełnie bez żadnych romantycznych czy innych korzyści. Po prostu ze zwykłej dobroci serca.
    Jedyne co mnie zaskoczyło, to że ona wcześniej nie skontaktowała, ba nie pomyślała, żeby się skontaktować z bratem. Uważam że Aleks postąpił bardzo dobrze i w porządku, że go poinformował, ale ona chyba też powinna. Jednak od jakiegoś czasu mieszka w jego mieszkaniu, więc to tak ciut dziwnie.
    No dobrze, ale przejdźmy do szanownego pana Ilii. Rany, co za pajac!!! Ogólnie już za samo to, co robił Nastii miałam o nim jak najgorsze zdanie, ale ta scena w jego mieszkaniu. Naprawdę wyszedł na kretyna, który do pomiatania drobną, bezbronną dziewczyną to pierwszy, ale jak tylko jakiś poważny "przeciwnik" się znajdzie, to tylko umie nastroszyć piórka i pleść ostatnie farmazony. I podpisuję się pod tym, co napisała Ola powyżej: też podziwiam Saszę, że mu nie przywalił, bo po prostu takiemu burakowi to za samo istnienie powinno się dać ostro po gębie!
    Co za tumok!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za to zachowanie Anastazji podczas tego spotkania mi zaimponowało. Wiadomo, że czuła sie po prostu bezpieczna w obecności Butko, gdyby tylko tamten matoł próbował coś jej zrobić, siatkarz na pewno już by nie trzymał nerwów na wodzy. Przede wszystkim jednak pokazała swoją siłę, to że jakiś byle dupek nie będzie nią pomiatał. Naprawdę byłam z niej dumna w tym mieszkaniu.
      W sumie podczas tej późniejszej rozmowy z Saszą też. Naprawdę cieszy mnie, jak ona zdaje sobie z tego wszystkiego sprawę, jak doskonale wie, co ten dupek jej zrobił. Przede wszystkim psychicznie. W sumie chyba tą fizyczną przemocą na koniec w jakiś sposób oddał jej "przysługę", bo to już było coś namacalnego, coś czego nie dało się wytłumaczyć czy zwalić na siebie. Coś, co być może zmusza do walki. Z maltretowaniem psychicznym jest ciężej, bo zostawia niewidoczne i ciężkie do uchwycenia ślady. W dodatku znacznie dłużej się boi. I w Nastii wciąż jeszcze widać te psychiczne "siniaki" choćby w tym jednym, krótkim zdaniu "Ale czym innym było logiczne spojrzenie na sytuację, a czym innym pozbycie się wrażenia, że gdyby była inna, Ilia też zachowywałby się inaczej." Nie zachowywałby! To on ją taką stworzył, to on chciał dziewczyny, która zatraci całą pewnośc siebie, poczucie bezpieczeństwa, wsparcia, urwie kontakt z bliski, zamknie się tylko i wyłącznie na niego! On chciał ją taką i taką ją sobie "stworzył".
      No to co? Chyba idę w końcu czytać nowy rozdział, chociaż czuję, że tak mi do niego śpieszno, że jednak nie do końca wywiązałam się z napisania porządnego komentarza. Mam nadzieję, że jednak przestaniesz uważać mnie za umarłego czytelnika i dostaniesz takiego małego kopa, żeby nas tu "częstować" dalej tą historią, bo bardzo ale to bardzo ją lubie, nawet jak jestem dupiatym czytelnikiem, który nie pisze komentarzy na czas.

      Usuń