Właściwie nic się nie wydarzyło. Ot, pogłaskał ją po policzku i powiedział kilka miłych słów.
Tylko że trochę za długo trzymał tę rękę przy jej twarzy, a w jego głosie słychać było za duże przejęcie. To były drobiazgi, ale bardzo znaczące. Była niemal pewna, że chciał ją pocałować.
Więc dlaczego tego nie zrobił?
Następnego dnia jak zwykle obudziła się pierwsza, jak codziennie rano poszła po bułki, jak codziennie zjedli śniadanie, później Sasza pojechał na trening, a ona została sama w mieszkaniu. I pierwszy raz od momentu, kiedy się tu wprowadziła, nie potrafiła usiedzieć na miejscu. Po prostu ją nosiło. Do powrotu Maksima i Poliny pozostały trzy dni. Później Sasza się wyprowadzi. Ona pewnie jeszcze trochę tu zostanie. Nie miała najmniejszych wątpliwości, że Maks chętnie ją przygarnie, z ulgą przyjmując wiadomość o tym, że wreszcie postanowiła odciąć się od Ilii. Owszem, przekazała mu już tę informację przez telefon, ale i tak uważała, że jest winna bratu poważną, szczerą rozmowę twarzą w twarz. Będą mieć na to jeszcze dużo czasu.
Ale z Bubą... Kontakt się urwie. Może czasem zobaczą się na chwilę po meczu. Kiedyś ciągle dopingowała brata z trybun, później poznała tego nieszczęsnego...
Westchnęła. Ten facet całkiem poprzestawiał jej życie. Dopiero teraz dostrzegała, że w jakiś magiczny sposób odciął ją od wszystkiego, co wcześniej dawało jej radość. Jak mogła być tak zaślepiona?
Podeszła do okna i spojrzała na termometr. Zaskakująco ciepło w porównaniu do poprzednich dni. Założyła sukienkę, narzuciła na nią sweter i zaplotła włosy w warkocz. I nawet się umalowała, choć do tej pory zupełnie nie miała na to ochoty. Ale dziś... dziś czuła, że ma świat u stóp.
Aleks powinien wrócić z treningu za jakieś dwie godziny, więc mogła wyskoczyć na szybkie zakupy, nie narażając go na to, że wróci i będzie koczował pod drzwiami. Jedna para kluczy na dłuższą metę mogła być kłopotliwym rozwiązaniem.
Pamiętała, że niedaleko znajduje się ulubiony targ Poliny, klasyczne miejsce z niezłej jakości warzywami i wątpliwej jakości ubraniami, do potargowania się i wymienienia ploteczkami. Po raz pierwszy od dawna poczuła się naprawdę dobrze wśród ludzi. Wiał wiatr, świeciło słońce, a ona spacerowała między straganami i uśmiechała się do obcych osób. Jakby zwariowała.
Albo jakby była zakochana.
Postanowiła zepchnąć tę myśl gdzieś do podświadomości i po prostu cieszyć się odzyskanym poczuciem sensu. Przynajmniej chwilowym.
*
Przygotowania do sezonu zawsze potwornie się dłużyły. Z jednej strony nowi zawodnicy musieli dotrzeć się z drużyną, z drugiej chciałoby się po prostu wyjść na boisko i zagrać mecz o stawkę. Nie prezentowali się jeszcze najlepiej, ale nie było w tym nic dziwnego. Sam Aleks czuł zresztą, że musi dopiero wejść w rytm, zgrać się z nowymi graczami. Cóż, był rozgrywającym. Mózgiem drużyny. Piłka do atakującego musiała być dokładnie taka, jak mu odpowiadała, a ponadto najlepiej byłoby, gdyby miał oczy dookoła głowy. Przez te wszystkie lata gry na najwyższym poziomie nadal czuł, że ma jeszcze sporo do poprawy. I to sprawiało, że wciąż miał motywację. A chyba to było najważniejsze.
Miał też świetnych zawodników w drużynie, kilku z nich było przy okazji jego dobrymi kumplami. Dobrze zarabiał i ogólnie starał się nie narzekać.
Ale faktem było, że nie miał komu powiedzieć wieczorem dobranoc. I to było dosyć przygnębiające.
Kiedy zbierał się po treningu do domu, zerknął na telefon i zobaczył nieodebrane połączenie od gościa z ekipy remontowej. Spodziewał się tego prędzej czy później. Oddzwonił i bez zaskoczenia przyjął wiadomość o zakończeniu remontu w swoim mieszkaniu. Zapewnił, że w przeciągu godziny pojawi się, żeby uregulować formalności i rzeczywiście prosto z hali podjechał do domu. Nie był tu od dwóch tygodni i jakoś nie miał ochoty wracać. Ale nie miał również większego wyboru. Wyglądało na to, że rzeczywiście wszystko zostało wykonane porządnie i według ustaleń, więc naprawdę nie było sensu tego przeciągać. Rozliczył się z ekipą remontową i podjął postanowienie, że jedzie teraz do Nastii, pakuje się i po popołudniowym treningu wraca tutaj.
Przejazd nieco przedłużył się przez korki, ale w końcu dotarł do mieszkania Maksima. Wszedł na górę, otworzył drzwi i pierwsze co poczuł, to jakiś cudowny zapach, który uświadomił mu jak bardzo jest głodny.
Za chwilę z kuchni wyszła Nastia. Wyglądała... pięknie.
- Jesteś - uśmiechnęła się. - Długo cię nie było. To znaczy nie żebym cię kontrolowała - zaczęła się tłumaczyć. - Po prostu... zrobiłam obiad i... no.
- Musiałem jeszcze coś załatwić, potem były korki - powiedział, podchodząc do niej. Jakoś tak kwestia mieszkania sama postanowiła się przemilczeć.
- Wszystko jasne. Myj ręce i siadaj.
- Okej, powiedz mi jeszcze tylko co tak pięknie pachnie.
- Pieczony dorsz. Absolutnie nie jestem materiałem na szefa kuchni, ale to akurat wychodzi mi w miarę jadalnie - roześmiała się.
Sasza przyglądał jej się przez chwilę bez słowa.
- Coś się stało? - zapytała wreszcie, wyraźnie pesząc się pod siłą jego wzroku.
- Ty mi powiedz. Ktoś tu ma chyba dobry humor.
- Chyba tak - przyznała.
- Cieszę się.
- Ja też. Z innych dobrych wiadomości: upiekłam jeszcze szarlotkę. Również jest jadalna. Może uda się przemycić ze dwa kawałki do diety sportowca.
- Coś wymyślimy - uśmiechnął się. - Choćbym miał zapieprzać jutro na siłowni dwa razy dłużej, to szarlotki sobie nie odpuszczę.
*
Książka, koc, czerwone wino. Kolejny wieczór z cyklu tych, które mogłyby się komuś wydać nudnymi, tymczasem dla Nastii były wręcz idealne. Choć do tej pory zamiast wina na tapetę wjeżdżała raczej herbata, ale nie miało to większego znaczenia. Liczyła się ta atmosfera bezpieczeństwa, spokoju i relaksu.
I chyba przede wszystkim obecność Aleksa.
Podniosła wzrok znad książki i spojrzała na niego. Mogła wpatrywać się do woli, bo lektura wciągnęła go całkowicie.
Próbowała udawać sama przed sobą, że Sasza nie ma nic wspólnego z poczuciem błogości, które, mimo nie zaleczonej rany, ostatnio jej towarzyszyło, ale dobrze wiedziała, że się oszukuje. Podejrzewała, że owszem, lubi ją, ale uważa za małe dziecko, którym należy się opiekować, bo akurat zrobiło jakąś głupotę i nie potrafiło sobie samo z nią poradzić. Ale co z tą sytuacją sprzed kilku dni, kiedy wydawało się jej, że zaraz ją pocałuje?
No właśnie. Wydawało się. Był przyjacielem Maksa i starał się ze względu na tę relację, a ona od razu ubzdurała sobie nie wiadomo co.
W jednej chwili zachciało się jej płakać, co tylko potwierdzałoby tezę, którą przed chwilą postawiła. Skoro zachowywała się jak zagubione dziecko, to nic dziwnego, że tak ją traktował.
Odłożyła książkę i podniosła z ławy swój kieliszek. Duszkiem dopiła wino do dna i sięgnęła po butelkę. Wtedy Sasza zapytał:
- Możesz nalać też mnie?
Drgnęła na dźwięk jego głosu, który przeciął tę niemal całkowitą ciszę. Uzupełniła oba kieliszki.
- Toast? - zapytała, przechylając się nad ławą i podając mu szkło.
- Coś proponujesz?
- Może za to, że jakoś przeżyliśmy razem pod jednym dachem? Przynajmniej do tej pory - uśmiechnęła się, próbując zażartować.
Sasza odwzajemnił jej uśmiech.
- Tak. To dobry toast - przyznał.
Przesiadł się na kanapę i stuknęli się kieliszkami. Teraz dzieliło ich nie więcej niż pół metra.
Czuła, że coraz mocniej wali jej serce.
- A propos... Muszę ci się do czegoś przyznać - powiedział po chwili Aleks, zerkając na Nastię jakby z poczuciem winy.
- Tak? - zachęciła go, choć sama ledwie usłyszała swój głos. Drżały jej ręce, więc odstawiła kieliszek na ławę.
- Powinienem był powiedzieć od razu, ale... A, nieważne - przejechał dłonią po twarzy. - W każdym razie remont w moim mieszkaniu się skończył. Myślę, że czas, żebym już wrócił do siebie.
Och.
Jakby ktoś ją uderzył.
- Musisz? - zapytała, patrząc mu prosto w oczy.
- Powinienem.
Nie brzmiało to tak jakby tego naprawdę chciał. Uciekł wzrokiem i upił kilka łyków wina.
- Ale przecież Polina z Maksimem wracają dopiero za dwa dni. Możemy jeszcze... - urwała.
No właśnie - co? Możemy jeszcze pograć w tę grę pod tytułem Ja na ciebie lecę, a ty miłosiernie udajesz, że tego nie widzisz? Albo w grę Co ci szkodzi spróbować?
- Możemy? Naprawdę myślisz, że możemy? - zapytał, jakby dokładnie słyszał, co dopowiedziała sobie w myślach.
Przygryzła kciuk i mocno się zaczerwieniła. Ale nie spuściła wzroku.
Aleks szybko opróżnił kieliszek i postawił go na stoliku. Odsunął dłoń Nastii od jej twarzy i dotknął kciukiem jej dolnej wargi.
- Zagoiło się - powiedział ochrypłym głosem.
- Tak - odpowiedziała ledwo dosłyszalnie, ani na chwilę nie spuszczając z niego wzroku i czując mrowienie w całym ciele. A przecież stykali się tylko w tym jednym jedynym miejscu, o powierzchni może centymetra kwadratowego. Jakiej magii używał, że jego dotyk przenikał ją od czubka głowy aż po palce u stóp?
Wpatrywali się w siebie bez mrugania, Nastia usiłowała uspokoić oddech, ale zupełnie jej to nie wychodziło. Zresztą Aleks też wyglądał jakby ze sobą walczył. I również tę walkę przegrywał.
Przejechał kciukiem od jej ust w dół aż do linii obojczyków.
- Jestem trzeźwy i ty też - zaczął powoli. - Oboje dobrze o tym wiemy, ale jeśli chcesz, możemy zrzucić całą odpowiedzialność na wino.
- A jeśli nie chcę jej zrzucać na nic?
- To tak jak ja - szepnął i wreszcie zbliżył się do niej. Kiedy ich wargi się zetknęły, wsunęła dłoń w jego włosy, a on chwycił ją w pasie i przyciągnął do siebie. Nie miała najmniejszego zamiaru się zastanawiać, ale też nie miała zamiaru później żałować. Tego chciała. Dokładnie tego chciała. Całowali się zachłannie, jakby Aleks też od dawna tylko o tym myślał. Odchyliła głowę, kiedy zaczął całować ją po szyi i pomogła mu, śmiejąc się, kiedy próbował rozpleść jej warkocz. Jakby to było w tej chwili najważniejsze.
- Mamy jeszcze nad czym pracować - szepnęła mu prosto do ucha. Ściągnęła z niego koszulkę i zadrżała przejeżdżając dłońmi po jego torsie, ramionach. To, co wydarzyło się później było naturalnym następstwem niemalże dwóch tygodni, które razem spędzili. Choć żadnemu nie przeszłoby to przez myśl w chwili gdy zobaczyli się po raz pierwszy.
*
Aleksa obudził jakiś dziwny dźwięk. Prawdopodobnie budzik, choć niewątpliwie nie jego budzik. Jeszcze zanim otworzył oczy poczuł na swojej klatce piersiowej przyjemny ciężar. Minęło kilka sekund i przypomniał sobie, co wydarzyło się w nocy. Nastia spała, ufnie do niego przytulona. Jej długie rude włosy delikatnie łaskotały go po szyi i wszystko byłoby cudownie, gdyby nie ten irytujący dźwięk. Wyciągnął rękę w stronę nocnej szafki i jakoś udało mu się wyłączyć to cholerstwo. Ale było za późno. Nastia zdążyła się przebudzić. Uniosła głowę, spojrzała na niego i uśmiechnęła się rozanielona.
- Cześć - powiedziała, przygryzając wargę.
- Jak możesz ustawiać budzik na taką nieludzką godzinę? - zapytał, przecierając oczy.
- Jaką nieludzką? - oburzyła się. - Przecież już po siódmej.
- Aha, no tak. Prawie południe - uśmiechnął się kpiąco. - W takim razie jak się spało?
- Jak nigdy dotąd.
Przekręciła się na brzuch i podparła głowę na dłoniach.
- Czemu mi się tak przyglądasz? - zapytał.
- Bo mi się podobasz.
Uśmiechnął się i pokręcił głową.
- Chyba musimy pogadać, co?
- Nie wiem - powiedziała, momentalnie zmieniając wyraz twarzy. - Boję się, co mogę od ciebie usłyszeć.
On też do końca nie wiedział, co chciał jej powiedzieć. Ale jej strach raczej nie był bezpodstawny. Stracili nad sobą kontrolę. On stracił. To się nie powinno było wydarzyć.
Więc dlaczego chciał to powtórzyć?
- Nastia... - zaczął, ale stchórzył. Pogłaskał ją po policzku. - Zjedzmy śniadanie - zaproponował.
Skinęła głową i w tym samym momencie w zamku zazgrzytał klucz. Otworzyli szeroko oczy z przerażenia.
- Pod łóżko! - syknęła Nastia, a Aleks bez sekundy zastanowienia zastosował się do jej rozkazu. Ona w tym samym czasie odszukała szlafrok, wrzuciła go na siebie i wybiegła z pokoju, zatrzaskując za sobą drzwi. Modlił się, żeby gdzieś na środku przedpokoju nie leżał jego podkoszulek albo co gorsza bokserki.
Szanse na to były spore.
Słyszał głosy dobiegające zza drzwi i choć nie rozróżniał słów, oczywistym było, że Maksim z Poliną wrócili z wakacji. Jakoś tak za wcześnie. Nie miał pojęcia jak Anastazji uda się ogarnąć sytuację, ale na wszelki wypadek nie wychylał się ani na milimetr spod łóżka.
Trwało to wszystko dobre piętnaście minut. Wreszcie dziewczyna wróciła do pokoju.
- Wychodź - powiedziała cicho, uprzednio przekręcając zamek w drzwiach. Zaczęła się nerwowo śmiać, kiedy wyczołgał się spod łóżka.
- Cicho! Bo nas usłyszą.
- Piją kawę. Masz tu ciuchy i musimy cię jakoś przemycić na zewnątrz. Powiedziałam, że wyszedłeś po bułki. Maks coś nie mógł uwierzyć, że potrafisz tak wcześnie wstawać.
- Cholera, on mnie za dobrze zna - mruknął Sasza, zakładając podkoszulek.
- Pomyśl sobie, co by było, gdybym nie miała nastawionego budzika.
Ta wizja przeszła wszelkie oczekiwania Aleksa. Zaczął się śmiać tak samo nerwowo jak Anastazja.
- Zdecydowanie nie powinno się wracać z wakacji bez uprzedzenia dwa dni wcześniej.
- Podobno wysłali sms-a. Wczoraj wieczorem.
- A tak. To chyba mogliśmy to przeoczyć.
Zapiął pasek spodni i przyciągnął do siebie Nastię.
- Sasza... - nie przestawała się uśmiechać.
- Już, już... - pocałował ją, bo tylko to mogło dopełnić tę totalnie surrealistyczną scenę.
A potem przeprowadzili akcję ucieczki w stylu MacGyvera. Maksim może i był świetnym kumplem, a jeszcze lepszym bratem, ale o pewnych sprawach zdecydowanie nie powinien się dowiadywać.
_________
I tak się to kręci. Ciekawe co zrobię jak mi się skończy zapas rozdziałów XD
mam wrażenie, że pominęłam któryś z rozdziałów. Jak to się stało, że Nastia i Aleks... tak szybko? Zazwyczaj nie mam problemów z przewidzeniem rozwoju akcji, ale tutaj całkowicie mnie zaskoczyłaś.
OdpowiedzUsuńNawiązał się z tej relacji całkiem gorący romansik, tylko jak braciszek zareaguje na to? Coś mi się wydaje, że w drużynie będzie konflikt i ktoś da komuś po mordzie. No ale okej, czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział. (Wybacz za jakość komentarza, ale jestem w tym fatalna).
Buziaki! :*