Sasza wrócił do swojego mieszkania. To było jedyne pewne następstwo przyjazdu Maksa i Poli. Inne były mniej oczywiste.
Na przykład jak przebiegnie rozmowa Anastazji z bratem. Albo jak potoczy się dalej jej relacja z Saszą. Takie tam drobnostki. Dwie zupełnie odmienne kwestie, ale obie dla Nastii równie ważne.
Cały wczorajszy dzień czuła się jakby śniła. Albo była pijana. Albo nieprzytomna. Coś w tym rodzaju. Właściwie wciąż nie mogła uwierzyć w to, co się wydarzyło. Po porannej akcji nie miała już okazji przebywać sam na sam z Saszą. Na szczęście jakoś udało się go po cichu wyprowadzić na zewnątrz i uniknęli totalnej katastrofy. Większą część dnia spędzili wszyscy razem, słuchając o wakacjach Poliny i Maksima, oglądając zdjęcia i pamiątki. Rozmawiali też ogólnie o tym co działo się w Kazaniu przez ten czas, ale bez zagłębiania się w szczegóły.
Nastia niemalże bała się spojrzeć na Aleksa w obecności Maksa i Poliny. Jakby mieli wyczytać z jej twarzy co się stało wczoraj wieczorem. Jeszcze nie do końca wygrzebała się ze sprawy z Ilią, a już wpakowała się w kolejną zależność emocjonalną. Mądre to na pewno nie było, ale... ale Sasza był inny.
Z Ilią nie było mowy o delikatności, o czułości, o bezpieczeństwie. Sasza dokładnie z tym jej się kojarzył. Ilia był jedną wielką fatalną pomyłką. Pomyłką, przed którą od początku przestrzegał ją Maksim.
Była pewna, że brat nie będzie na nią naciskać, pytać i wymagać więcej informacji niż to co powiedziała mu jeszcze przez telefon. Choć właściwie przekazała mu wszystko, co miało znaczenie. Ale równocześnie wiedziała, że dopóki nie będzie mieć pewności, że wszystko wyjaśniła Maksowi, ta sprawa będzie się za nią ciągnąć. Chciała to zakończyć i nigdy więcej do tego nie wracać.
Kiedy wieczorem Pola poszła położyć spać Nikitę, a Nastia została w salonie sama z bratem, nadszedł odpowiedni moment na rozmowę. Maksim uwielbiał czytać synkowi na dobranoc, ale tym razem Polina chyba specjalnie przejęła jego rolę. Dała Anastazji i Maksowi czas i przestrzeń do dyskusji - a może do milczenia. I choć Nastia chętniej wybrałaby drugą opcję, wiedziała, że na dłuższą metę to do niczego nie prowadziło.
- Pytaj - powiedziała po prostu.
Maks uniósł brwi, ale nic nie powiedział.
- No wiesz, o Ilię - uściśliła. - Pewnie coś ci jeszcze przyszło do głowy od czasu jak rozmawialiśmy przez telefon.
Maksim milczał przez chwilę. Siedział w fotelu z długimi nogami wyciągniętymi na pół pokoju i laptopem postawionym obok siebie na ławie. Zmarszczył czoło, wpatrując się w jakiś punkt w przestrzeni. Dwa razy jakby chciał coś powiedzieć, ale powstrzymywał się. Wreszcie zapytał:
- Jedna rzecz: dlaczego nie przyznałaś się wcześniej, że cię tak traktuje?
Cóż, rzeczywiście nie chwaliła się przed Maksem szczegółami swojego związku. Poznał Ilię jakoś na początku, kiedy Nastia dopiero co zaczęła się z nim spotykać. Od razu ją przed nim ostrzegał. I oczywiście to było dostatecznym impulsem, żeby odciąć się od porad, które były dla niej w tamtym momencie niewygodne, a więc równocześnie niemal całkiem odciąć się od brata. Nie chciała słuchać o tym, że Ilia jest nieodpowiedzialnym, manipulującym nią dupkiem. Nie, kiedy widziała w nim niemalże boga.
- Chyba miałam nadzieję, że się zmieni. Że... że mnie pokocha - zaczęła powoli. - Nie wiem. Nie wiem dlaczego. Wstydziłam się. Przecież od początku miałeś rację - westchnęła. - Jak miałam przyznać, że od początku miałeś rację?
- Naprawdę myślałaś, że będę się z ciebie wyśmiewał? Albo wypominał ci... cokolwiek? - głos Maksa zabrzmiał tak, jakby po prostu było mu przykro, że Nastia mogłaby chociaż podejrzewać coś takiego.
- Nie, oczywiście że nie. Przepraszam. Ja wtedy naprawdę nie myślałam racjonalnie. Chyba... wstydziłam się, że... że on mnie nie chce. To było... upokarzające - próbowała uśmiechem pokryć zmieszanie, ale czerwień buchnęła jej na policzki, a oczy się zaszkliły.
- W pocieszaniu dobry nie jestem, ale to wiesz - zaczął Maksim.
- Wiem - uśmiechnęła się niewyraźnie. - Trochę się znamy.
- No właśnie. Ale może powinienem sobie porozmawiać z tym dupkiem.
- Nie, Maks, proszę... - pokręciła głową. - Po co? Po co do tego wracać?
- Po co? Może po to, że mu się wydaje, że jest panem świata i może traktować dziewczyny jak zabawki.
- To niczego nie zmieni. Kiedy byłam z Saszą po rzeczy... niby się uspokoił czy przestraszył, czy jak to jeszcze nazwać - wzruszyła ramionami. - Ale wiesz, to tylko w chwili konfrontacji z kimś silniejszym.
- Wyobrażam sobie - mruknął Maks, postukując palcami o blat ławy. Przez chwilę żadne z rodzeństwa nic nie mówiło.
- Pójdziesz tam? - zapytała w końcu Nastia.
- Nie wiem jeszcze - przyznał Maksim. - Zastanowię się.
- Okej - odpowiedziała, jakoś nagle zupełnie uspokojona. W końcu chodziło o Maksa, o jej odpowiedzialnego starszego brata. O brata, który, w odróżnieniu od niej, nie robił głupot i nie podejmował pochopnych decyzji. Brata, który w dzieciństwie dzielił się z nią dosłownie wszystkim, od cukierków zaczynając, na nowym rowerze kończąc. I który potem opatrywał jej to rozwalone kolano, gdy okazało się, że rower dwunastolatka nie za bardzo nadaje się dla pięcioletniej dziewczynki, nawet jeśli ona tylko na nim siedzi i macha w powietrzu nogami, a całą resztą zajmuje się jej brat. Oczywiście, że gdyby się go słuchała, nie spadłaby. Ale ten śliczny motylek, przelatujący akurat przed jej nosem, absolutnie był powodem dla którego warto było wypuścić kierownicę. I ponieść wszelkie tego konsekwencje.
W gruncie rzeczy niewiele się od dzieciństwa zmienili. Oboje.
- Jak wam się mieszkało z Bubą? - zmienił nagle temat Maks, wyrywając Nastię z zamyślenia, tak że niemal podskoczyła w fotelu.
- W porządku. Bardzo dobrze właściwie.
- Tak podejrzewałem. To jest porządny gość.
- Mhm - przyznała, starając się całą siłą woli uspokoić bicie serca, i po namyśle dodała - Ale chyba jest samotny.
- Zauważyłaś, nie? - Maks pokiwał głową, nie kontynuował jednak tematu.
Nastia podjęła więc od nowa:
- Wy się dobrze znacie?
- Od dziesięciu lat. Ale czy dobrze - nie wiem.
Cały Maks. Ostrożny nawet w przekazywaniu takich informacji.
- Czy on ci się kiedyś zwierzał?
- No proszę cię. Buba?
Nastia uśmiechnęła się lekko. Dwóch introwertyków. Jak oni się w ogóle dogadywali? Równocześnie poczuła się w pewien sposób wyróżniona. Każde zdanie, w którym Sasza odkrywał przed nią część swojego serca, było cenne niczym złoto.
*
Przestraszył się wizji prawdziwego domu? Nie.
Tak.
Być może.
Najbardziej przestraszył się tego, że naprawdę coś do niej poczuł. Pierwszy raz od tylu lat coś poczuł.
Gdyby spotkali się w innych okolicznościach, gdyby ona nie była poturbowana, gdyby on nie był tak samotny, gdyby nie spędzali razem na powierzchni pięćdziesięciu metrów kwadratowych niemalże dwudziestu czterech godzin na dobę przez prawie dwa tygodnie, nie skończyliby w łóżku. Po prostu.
Może poszliby razem na jakąś kawę. A może nie. Spotkaliby się na meczu. Na obiedzie u Maksima. Panowałby nad sobą i nie pozwolił tej relacji wyjść poza strefę kumpelską.
Ale stało się. Właśnie dlatego, że dostali szansę na wspólną codzienność. Taką gwiazdkę z nieba, o której przestał już marzyć. Zatracił się w tej namiastce domu, którą nagle otrzymał.
Powinien był wrócić do siebie od razu po rozliczeniu z ekipą remontową. Gdyby po prostu spakował rzeczy, pożegnał się z Nastią w dwóch zdaniach i wyszedł, nie dowiedziałby się, że... że coś się między nimi zmieniło. Widział, że jest nim zauroczona i zamiast być tym starszym i mądrzejszym, zrobił pierwszy krok. Tak, to wszystko wyszło z jego inicjatywy.
Jeszcze wczoraj, zamiast zachować się jak poważny dorosły człowiek, dał Nastii powody do oczekiwań. Te śmiechy, te pocałunki z rana... Jakby nie dość było tego, co wydarzyło się w nocy. Powrót Maksa i Poliny był dla niego jak kubeł zimnej wody, ale dopiero po jakichś dwóch godzinach, kiedy adrenalina opadła. Rano narobił jeszcze dodatkowych głupot, utwierdzając Nastię w przekonaniu, że będą żyć długo i szczęśliwie. Czy jak to się tam mówi. Nic dziwnego, że przysłała mu dziś kilka wiadomości. Ostrożnych, ale wyraźnie pełnych nadziei.
I na żadną z nich nie odpowiedział. Nie wiedział co. Próbował sobie ułożyć w głowie jak jej to wszystko wytłumaczyć, ale cały czas powracały do niego obrazy z tamtej nocy. Jak w zwolnionym tempie.
Ucieczka była tchórzliwym rozwiązaniem, ale w tym momencie jedynym, na jakie był w stanie się zdobyć. Potrzebował kilku dni z dala od Nastii.
Kiedy wczoraj wieczorem wychodził z mieszkania Maksima miał wrażenie, że coś się kończy. Że kończy się jego piękny sen. I prawdopodobnie naprawdę tak było.
Dobrze, że miał siatkówkę. Całe szczęście, że miał siatkówkę. Tylko dzięki siatkówce istniały szanse, że nie zwariuje. Choć na dzisiejszym treningu wyraźnie nie skupiał się na tym, na czym powinien. Zazwyczaj odcinanie głowy wychodziło mu znacznie lepiej. Niech by się wreszcie zaczął sezon, podróże i granie o coś. Potrzebował tego. Potrzebował celu, do którego mógł dążyć. Jeszcze kilka dni, kilka luźnych treningów i jego życie nabierze zwykłego rytmu.
Po drodze do domu wstąpił do sklepu. Lodówka świeciła pustkami, a musiał coś jeść i to najlepiej nie w kółko pizzę.
Chleb, pomidory, makaron. Może jakaś szynka. Ryż pewnie też się już skończył. Co tam mu jeszcze potrzeba? O. Fasolka w puszce. Aż przystanął. To było pierwsze co razem z Nastią jedli na obiad. Co gorsza, przypalił wtedy sos, ale Nastia prawdopodobnie nawet tego nie zauważyła. Albo dobrze udawała, że nie zauważa. Albo po prostu było jej wszystko jedno.
Fasolka po bretońsku w puszce. Nie no, do cholery, nie można się rozczulać nad fasolką po bretońsku w puszce. Powinien się naprawdę wziąć w garść. I wziąć też fasolkę. Takie szybkie, praktyczne danie. W sam raz dla jednej osoby.
*
Pierwszy dzień nowego roku akademickiego. Pierwsza kawa po zajęciach z koleżankami, z którymi nie widziała się trzy miesiące. Większość ludzi wracała na wakacje do swoich domów, Nastia była jedną z nielicznych osób, które pozostały w Kazaniu. Miała więc jakieś usprawiedliwienie na to, że nie poinformowała swoich znajomych o zmianach, jakie zaszły w jej życiu. Nie chciała robić afery z rozstania z chłopakiem, ale Sofia i Marta miały oczywiście milion pytań z tym związanych. Starała się odpowiadać cierpliwie i spokojnie, choć naprawdę nie sprawiało jej to żadnej przyjemności.
- Chwila, to gdzie ty teraz mieszkasz? - zapytała Sofia, po raz dziesiąty w ciągu ostatnich pięciu minut zerkając do lusterka, żeby sprawdzić czy nie rozmazała się jej szminka. Była wysoką blondynką, świadomą swoich zalet i uzależnioną od używania krwistoczerwonych pomadek. Poza tym była też okrutną plotkarą o zaraźliwym śmiechu.
- U mojego brata.
- Uuu... najgorzej - pokręciła głową. - On jest starszy, no nie?
- Tak.
- Czyli pełna kontrola dwadzieścia cztery na dobę.
- Nie, nie - Nastia zaprzeczyła, wertując menu. - Mój brat jest naprawdę w porządku.
- Jasne. A spróbuj tylko nie wrócić na noc do domu - roześmiała się Sofia. - Obudzi się w nim instynkt macierzyński w najgorszej formie. Wiem, bo też mam starszego brata.
- Składamy w końcu jakieś zamówienie czy nie? - zirytowała się Marta. - Jestem głodna.
- Podobno przyszłyśmy na kawę.
- Zmiana koncepcji. Widzę, że mają tu hamburgery.
Nastia z Sofią wymieniły uśmiechy. Można było się spodziewać, że Marta w końcu się złamie. Wiecznie była na diecie i wiecznie robiła od tej diety wyjątki.
Zamówienie przyjął od nich wysoki chłopak z jasnymi kręconymi włosami. Był pewnie w ich wieku, może ciut młodszy. Rozmawiał swobodnie, uśmiechał się uroczo i wręcz lekko flirtował z Sofią.
- Widziałyście go? - szepnęła główna zainteresowana, kiedy kelner odszedł od stolika.
Nastia bezwiednie spojrzała w stronę chłopaka. Zazdrościła Sofii tej zdolności łatwego nawiązywania kontaktów, tej otwartości i pewności siebie, a przy tym wszystkim umiejętności panowania nad sytuacją. Ona nie dałaby się tak pomiatać Ilii. Ani nikomu innemu.
- No dobrze, chyba z napiwkiem dostanie też numer telefonu - zawyrokowała Sofia.
Tym razem Nastia wymieniła uśmiechy z Martą.
Czy nazwałaby którąkolwiek z nich swoją przyjaciółką? Pewnie nie, choć absolutnie nie z ich winy. To raczej Nastia była wycofana. Jasne, z kilkoma osobami się trzymała. Ot tak, na zasadzie wspólnego siedzenia na wykładach, jedzenia obiadu na okienkach czy dzielenia się notatkami. Ale przecież przez cały poprzedni rok ani słowem nie przyznała się nikomu jak wygląda jej związek. Ilia na szczęście z nią nie studiował. Mogła ukrywać szczegóły swojego prywatnego życia, a przy tym mieć z kim przyjść na imprezę. Cóż za wspaniały układ.
Wciąż czuła obrzydzenie do samej siebie.
Zerknęła na telefon. Tak na wszelki wypadek, gdyby okazało się, że Sasza jednak napisał albo zadzwonił. Co zrobiłaby w jej sytuacji Sofia? Ależ jasne, że poszłaby do Buby, porozmawiała z nim szczerze i dowiedziała się na czym stoi.
A Nastia oczywiście czekała. Choć miała wrażenie, że to czekanie w końcu ją zabije.
__________
Okazało się, że zapas rozdziałów skończył mi się dosyć szybko - a przynajmniej rozdziałów w całości gotowych. Teraz część mam napisaną, z częścią działam na bieżąco, także nowe rozdziały mogą pojawiać się niekoniecznie regularnie (co najmniej jakby do tej pory pojawiały się regularnie XD).
nie spodziewałam się, że Sasza stchórzy. Mógłby się zachować w tej sytuacji jak mężczyzna i porozmawiać szczerze z Nastią. Bez obecności jej brata, bo jak to starsi bracia - pewnie skończyłoby się na szpitalu i kilku złamanych kończynach.
OdpowiedzUsuńOba gołąbeczki nie wiedzą czego chcą, ale mam nadzieję, że to rozgryzą. Kilka łyków wina za dużo i proszę - zachowują się jak dzieci we mgle.
Przepraszam za jakość komentarza, ale dziś nie stać mnie na więcej. Pozdrawiam i dużo weny życzę.
Buziaki :*
Uuuuuuuuu zawiedziona jestem chyba. Wiem, że Sasza dawno z kimś nie był, ale żeby od razu z przerażenia potencjalnym wpierdzielem od Maksima i odpowiedzialności tak tchórzyć? Chociaż z drugiej strony kim ja jestem, żeby moralizować nawet postaci fikcyjne w ten sposób. Skoro sama nie do końca wiem, czego chcę i po wczorajszej nawet nie wiem czemu nie zrobiłam nic, żeby zweryfikować czy to na pewno była randka. Chociaż bawiłam się świetnie, Paweł jest totalnie w moim typie i ma piękne szaroniebieskie oczy. No ale do rzeczy. Zgadzam się z koleżanką powyżej. Gołąbeczki same nie wiedzą czego chcą, chociaż obojgu chyba dobrze zrobiłby trochę więcej czasu razem. Nastia nie umie w związki tak jak ja i oboje mogliby się od siebie naprawdę dużo nauczyć. Ciekawa jestem które pierwsze stwierdzi, że dość tej ciszy i pojdzie wyjaśniać sytuację. A jeszcze chyba jednak bardziej pomimo introwertyzmu Maksa jestem ciekawa jak on zareaguje na to, że lubiany kolega położył ręce na jego malutkiej siostrzyczce i na tą chwilę nie bardzo chce robić z tym cokolwiek dalej. Czekam na dalszy rozwój sytuacji z wielką ciekawością 😊
OdpowiedzUsuń